Autor: Wieruszowski Dom Kultury

  • O biskupie i rabinie

    W 1930 roku odwiedził Wieruszów arcybiskup częstochowski Teodor Kubina. Żydzi gorączkowo przygotowywali
    się na powitanie ważnego gościa. Przy domu kupca Adama
    Kasriela (ul. Piłsudskiego 17), już niedaleko Rynku, została ustawiona ozdobna brama.
    Nad bramą, na całej szerokości ulicy, rozwieszono napis:
    „Witaj! Niech będzie błogosławione Twoje wejście i wyjście!”. Ozdobny napis przygotował Mosze Ezer – wieruszowski artysta malarz, który ukończył Bezalel – Akademię Sztuk Pięknych
    i Wzornictwa w Jerozolimie oraz studia we Francji. Litery zostały pomalowane na niebiesko na białym tle, co goje
    (nie-żydzi, chrześcijanie) uznali – i słusznie – za demonstrację syjonizmu. Co ciekawe, nie była to „oficjalna”, powitalna brama żydowska. Ta znajdowała się niedaleko wjazdu do miasta od strony Wielunia, przy domu kupca Szlomo Ruska (ul.
    Piłsudskiego 77). Tam oczekiwała delegacja ważnych wieruszowskich osobistości. Byli wśród nich: przewodniczący gminy żydowskiej – Mosze Hersz Pankowski, członkowie
    zarządu –Mordechaj Szmuel Zelkowicz, Mordka Behagen i Izrael Dawid Sztern, szames (pomocnik w synagodze, sługa bóżniczy)
    – Samson Mosze Manes oraz rabin – Abraham Mendel Orenbach.
    Cóż to był za widok! Rabin trzymał na rękach zwój Tory, a szames – złotą tacę z chlebem i solą, które, zgodnie ze zwyczajem, podawano gościom. Gdy Gość podszedł do zebranych, wszyscy szeptem wypowiadali słowa powitania i zapewniali, że to dla nich
    wielki zaszczyt.
    Arcybiskup podziękował za powitanie – po hebrajsku!
    I chociaż arcybiskup Kubina wypowiedział zaledwie jedno zdanie złożone z trzech słów: „Dziękuję wam, Żydzi!”,
    wśród wieruszowskich Żydów błyskawicznie rozeszły się wieści
    – „Czy słyszałeś, że biskup rozmawia z naszym rabinem?”

    Opracowała Urszula Szot

  • Modlitwa Kadisz Synagoga


    El Malei Rachamim jest modlitwą, którą zaczęto odmawiać w Europie dla uczczenia męczenników wypraw krzyżowych.
    „Boże pełen miłosierdzia, który mieszkasz na wysokościach,
    daj odpoczynek pod skrzydłami Twojej Obecności duszy zmarłego. Oby odpoczywała ona w Ogrodzie Edenu, oby Dawca Miłosierdzia przygarnął go pod cień Swoich skrzydeł na wieki i oby związał jego duszę węzłem życia. Bóg jest jego dziedzictwem – oby wytchnął on w pokoju na miejscu swojego spoczynku”.

    Istnieje wiele jej wersji, ale nasz dzisiejszy kadisz jest tą, którą odmawiano dla pocieszenia cierpiących, opłakujących swojego bliskiego zmarłego. Pochodzi ona z XIII wieku, z okresu
    wypraw krzyżowych. Ten kadisz nie wspomina ani słowem
    o śmierci, wyraża natomiast głęboką wiarę. Modlitwą tą wielbimy Boga i błagamy Go o nadejście Królestwa Niebieskiego.

    Opracowała Urszula Szot

  • Ksiądz i język, ul. Dąbrowskiego 12

    Każdego roku księża z Wieruszowa obchodzili miasto i okoliczne wsie – w okolicy święta Chanuki – nazywając ten zwyczaj kolędą. Zwykle obchód organizował proboszcz – dr Kott, który wyjątkowo nie lubił Żydów. Wchodził do każdego chrześcijańskiego domu,
    przyjmował chleb i przysmaki, które przygotowali mieszkańcy.
    Pewnego roku w naszej okolicy pojawił się młody „klecha”.
    Ku naszemu zdziwieniu oświadczył, że skoro chodzi z kolędą
    na tym terenie, chce i nas odwiedzić, o ile zgodzimy się na jego wizytę. Oczywiście, zgodziliśmy się.
    Byliśmy zdumieni, gdy zaczął do nas mówić płynnie po hebrajsku. Okazało się, że studiował w Bejrucie w szkole językowej (po wielu latach odkryłem, że ta szkoła była wykorzystywana jako tajna szkoła brytyjskiego wywiadu). Tam nauczył się hebrajskiego
    i innych języków semickich. Na naszą cześć wyrecytował
    po hebrajsku lament króla Dawida po śmierci Saula i jego syna Jonatana, rozpoczynający się od słów: „Góry Gilboa!
    Ani rosy, ani deszczu niech na was nie będzie, ani pól żyznych!”
    (2 Sm 1,21)
    Jak bardzo byłem wtedy zazdrosny o jego znajomość hebrajskiego! Opowiedział nam też o swoich licznych wizytach
    w Palestynie – w Jerozolimie, Hajfie i innych miejscach, które odwiedził. Zachęcał mnie do nauki hebrajskiego: – Wy, Żydzi,
    macie taki piękny język, uczcie się go zamiast tego „niemieckiego żargonu” (mówił tu o jidysz).
    Od tego czasu naprawdę zacząłem uczyć się hebrajskiego…

    Opracowała Urszula Szot

  • Komitet ds. biedy, ul. Piłsudskiego

    W czerwcu 1919 roku większość Wieruszowa spłonęła w wyniku niemieckiego bombardowania. W mieście nastała wielka bieda. Wiele rodzin straciło dach nad głową. Szanowanych niegdyś kupców nie było stać na kawałek chleba.
    W tym czasie w Warszawie odbywała się konferencja syjonistyczna, na którą zaproszono Herszela Berkowicza
    z Lututowa i mnie – Manusa (Chila Majera) Kasriela z Wieruszowa, jako przedstawicieli powiatu wieluńskiego.
    Skorzystałem z okazji i postarałem się o list polecający od byłego producenta papieru w Mirkowie pod Wieruszowem – Edwarda Natansona do dr Bogena, sekretarza Centralnego Komitetu Ratunkowego.
    Wspólnie z przewodniczącym warszawskiej gminy żydowskiej
    i działaczem Mizrachi – Herszelem Farbsztajnem organizowaliśmy konferencję prasową, podczas której opowiadałem o sytuacji
    w Wieruszowie. Była tam też obecna m.in. delegacja ze Stanów
    Zjednoczonych z generałem Edgarem Jadwinem i zaufanym człowiekiem prezydenta Wilsona – Henry’m Morgenthau’em.
    Wszyscy byli bardzo poruszeni sytuacją wieruszowian.
    Komitet Ratunkowy szybko zdecydował o wysłaniu do miasta dużej ilości artykułów spożywczych i odzieży. Poza tym otrzymałem sporą sumę pieniędzy do rozdania wśród potrzebujących.
    Po moim powrocie do Wieruszowa wybraliśmy komitet do sprawiedliwego rozdziału otrzymanych rzeczy i pieniędzy.
    Oprócz mnie, w skład komitetu wchodzili szanowani kupcy
    z Rynku: Izrael Engelman, Szlomo Grosberg, Gabriel Kohn i Tobiasz Kasriel oraz Jakub Majer Russek – kupiec z ul. Warszawskiej (później: Piłsudskiego).

    Opracowała Urszula Szot

  • Kapelusze, ul. Wrocławska i Getta Wieruszowskiego

    Król Salomon, który twierdził, że mądra kobieta jest w stanie zbudować dom
    („Najmędrsza z niewiast dom sobie buduje…” Prz 14,1),
    z pewnością nie pomyślałby, że kobieca natura jest zdolna
    do zorganizowania domu chasydzkiego! A w Wieruszowie
    coś takiego właśnie miało miejsce!
    Pewnego dnia jeden z uczonych chasydów Ger szedł do „sztybla” (małego domu modlitwy chasydów) pogrążony w zadumie.
    W ostatniej chwili zauważył przed sobą młodą kobietę, elegancko ubraną, w kapeluszu z szerokim rondem na głowie. Przeszło
    mu przez myśl, że może to być żona farmaceuty, urzędnika, listonosza lub inna ważna chrześcijanka – bo przecież Żydówki
    nie noszą kapeluszy. Na wszelki wypadek więc – w geście pozdrowienia – szybko zdjął swój kapelusz, pochylił głowę
    i wymamrotał po polsku: – Dzień dobry! Zaskoczyło go, że jedyną odpowiedzią na jego uprzejme powitanie był gardłowy, dźwięczny śmiech. Dama odeszła, więc nie zdążył się jej przyjrzeć i nie mógł też wyjaśnić dziwnej sytuacji.
    Kiedy dotarł już do „sztybla”, przyszło mu do głowy wyjaśnienie zajścia. Śmiejąca się dama mogła być… Żydówką, żoną jednego
    z uczniów chasydzkiej jesziwy (rodzaj wyższej szkoły talmudycznej)! Niektóre z tych kobiet było stać na kapelusz jak
    u kobiety z polskiej inteligencji – i dlatego mogła zareagować śmiechem na jego polskie „dzień dobry”.
    Oczywiście, przywódcy „sztybla” nie mogli zignorować tego incydentu, zwłaszcza że informacja o „przygodzie” szybko rozchodziła się po mieście. Uczeni chasydzi usiedli i radzili,
    jak przeciwstawić się temu przekraczaniu granic przyzwoitości – zwłaszcza gdy szybko okazało się, że nie był incydent odosobniony i że dotyczyło to żon wielu studentów jesziwy.
    W końcu podjęto decyzję – postanowiono postawić „przestępców” z jesziwy przed wyborem: albo wasze żony przestaną nosić kapelusze, albo będziecie musieli opuścić
    „sztybel”.
    Lojalność chasydów wobec młodych żon okazała się silniejsza niż ta wobec „sztybla”, bo wybrali drugą opcję. Ponieważ jednak chasydzkie życie całkowicie bez „sztybla” było niemożliwe, powstał nowy dom modlitwy, znany w Wieruszowie jako „sztybel
    kapeluszników” – dla tych studentów jesziwy, których żony „zgrzeszyły”, nosząc kapelusze!
    Z czasem do tego grona „grzeszników” dołączało coraz więcej wiernych…

    Opracowała Urszula Szot

  • Historia rekrutów, ul. Rynek 3

    W Polsce przedwojennej powszechny był zwyczaj, że rekruci,
    w noc poprzedzającą ich mobilizację do wojska – zwykle jesienią – chcieli sobie „trochę” pofolgować. Upijali się i robili zamieszanie
    na ulicach. Zazwyczaj udział Żydów w tego rodzaju „ekscesach” był stosunkowo niski – ale nie w Wieruszowie! Nasza młodzież żydowska, szczególnie ta niereligijna, chętnie uczestniczyła
    w tych wybrykach.
    Któregoś roku rekruci zabrali karawan – wóz konny, służący
    do transportu zmarłych na kirkut i … wrzucili go do Prosny – oczywiście, w celu oczyszczenia!
    Innym razem pomysłowi młodzieńcy zainteresowali się „wygódką” (w mieście nie było ubikacji w każdym domu, ale zazwyczaj znajdowała się ona na podwórku, w postaci kabiny zbitej z kilku desek). Upatrzyli sobie jedną z takich „kabin” i wciągnęli
    ją na dach piętrowego domu Izraela Joskowicza (nazywanego „Ciecielower”) przy Rynku 3 (strona wschodnia, spalona
    we wrześniu 1939, dziś: Urząd Miasta, Gminy i Powiatu).
    Dodatkowo, zdjęli czterometrowy szyld, który wisiał nad ratuszem – Magistrat Wieruszów i umieścili go przy wygódce na dachu.
    Rano, kiedy Urbanek, komendant policji, wyszedł na Rynek, stanął jak wryty i przecierał oczy ze zdumienia. Koszmar! Wielki, ciężki napis „Magistrat Wieruszów” stał przy wygódce na dachu kamienicy! Całe miasto długo jeszcze miało powód do śmiechu,
    a rekruci cieszyli się ze swego pomysłu.
    Należy zauważyć, że było niepisanym prawem, aby rekrutów
    nie karać za ich „dziecinne” wybryki…

    Opracowała Urszula Szot

  • Eliasz Kot i wino, ul. Rynek

    Eliasz Kot, zięć kupca z Rynku – Mosze Kohna, należał do chasydów Ger (wpływowa dynastia z Góry Kalwarii). Chociaż nie był zaliczany do najmądrzejszych uczonych w Wieruszowie,
    nie był też całkiem zwykłym Żydem. Pochodził z Koźminka. Po ślubie teściowa przekazała mu do prowadzenia jedną z branż
    w handlu skórami, co było podstawowym zajęciem rodziny Kohnów. Wyobraźcie sobie wielkie zdziwienie Eliasza, gdy pewnego dnia listonosz Józefowski doręczył mu potwierdzenie dostawy całego wagonu wina na stację w Podzamczu,
    wysłanego na jego adres z … Węgier!
    Eliasz zapewniał, że musiała zajść jakaś pomyłka, bo ani on,
    ani jego teściowie nigdy nie importowali wina, tym bardziej z Węgier.
    Listonosza Józefowskiego jednak nie przekonał: – Na kwicie przewozowym jest wpisane czarno na białym: Eliasz Kot, Wieruszów. Jesteś w Wieruszowie jedynym Eliaszem
    Kotem, nie ma więc mowy o pomyłce!
    Eliasz Kot był całkowicie zdezorientowany – i nie tylko on.
    Całe miasto zastanawiało się, co zrobić z wagonem. Uczeni chasydzi zaczęli analizować, jak postąpić z tym niekoszernym towarem. Dyskutowali, analizowali, dowodzili, wyjaśniali – i nie mogli się zdecydować.
    Krótko mówiąc, całe miasto próbowało wymyślić, co zrobić z wagonem wina, które Eliasz Kot otrzymał z Węgier.
    Wreszcie problem został rozwiązany w sposób zaskakujący. Pewnego dnia pojawił się w sklepie Mosze Kohna miejscowy ksiądz i poprosił o pokazanie dowodu dostawy wina,
    co też uczyniono. Okazało się, że to on zlecił dostawę,
    a ponieważ nazywał się Walenty Kott, Węgrzy pomylili się i napisali do Eliasza Kota – i tak doszło do komicznej pomyłki.
    Rozbawiona społeczność miasta naśmiewała się z uczonej dysputy chasydów, z której nic nie wynikło oraz podziwiała „potrzeby” miejscowego proboszcza.

    Opracowała Urszula Szot

  • Debora Knopf, ul. Żydowska Cmentarz

    Debora / Dora Knopf, której rodzice zostali zamordowani w mykwie w sierpniu 1942 sfinansowała budowę ogrodzenia wokół zbiorowej mogiły i była inicjatorką pamiątkowej tablicy.
    Napis na tekturowej tablicy brzmi:
    „Tu spoczywają zwłoki 88 osób narodowości żydowskiej zamieszkałych w Wieruszowie, pomiędzy nimi małżonkowie Lewek Daniel i Regina Knopf.
    Powyżsi zamordowani zostali przez gestapowców niemieckich w dn. 21-8-1942 w czasie ostatniej likwidacji getta w Wieruszowie.
    Cześć ich pamięci”.

    Opracowała Urszula Szot

  • Chenoch Gad Justman

    11 grudnia 2024, zgodnie z kalendarzem żydowskim, przypadł jorcajt cadyka Pinchasa Menachema Eliezera Justmana z Pilicy, przebywającego w Wieruszowie między 1915 a 1919 rokiem, ojca wieruszowskiego rabina Henocha Gada Justmana (1915 – 1921).

    Obchodzony był przez przybyłych do Częstochowy (tam został pochowany)współczesnych chasydów.
    Jorcajt to rocznica śmierci. W tym dniu na cmentarzu wokół macewy gromadzą się osoby, które łączy pamięć o zmarłym.
    Na macewie kładzione są kamyki, zapala się jorcajtowe świece – płonące 24 godziny – i odmawia się modlitwy.
    Jorcajt, w szczególności jorcajt cadyka (mistrza, nauczyciela, człowieka sprawiedliwego), jest dla chasydów bardzo ważnym wydarzeniem. Wierzą oni, że w tym dniu dusza zmarłego powraca do miejsca pochówku. Jednocześnie cadyk, nawet po śmierci,
    jest wg nich swoistym kanałem pośredniczącym pomiędzy chasydem a Stwórcą, zatem jorcajt cadyka jest niepowtarzalną okazją do bezpośredniego kontaktu z Nim, a zaniesione wtedy prośby – także te zapisane na karteczkach i pozostawione przy
    grobie – i modlitwy zostaną wysłuchane. Jest to radosny dzień, dlatego też często rezygnuje się ze smutnych modlitw,
    a spotkaniu mogą towarzyszyć modlitewne tańce.
    Pinchas Menachem Eliezer Justman z Pilicy, urodzony w 1848 roku, całe swoje życie poświęca Torze i chasydyzmowi. Ci, którzy go spotkali, wymieniają prawość jako główną cechę jego charakteru.
    W 1905 roku, kiedy umiera jego szwagier, wyprowadza się z Góry Kalwarii do Pilicy i staje się rebe/przywódcą tutejszych chasydów, a Pilica staje się znanym ośrodkiem chasydyzmu.
    Dodaje imię Eleazar do pierwotnych imion Pinchas Menachem, kiedy jest bardzo chory, w lipcu 1912 roku. W końcu, po kilku latach, powraca do zdrowia. Wtedy, w 1915 roku, jego najmłodszy syn Chenoch Gad Justman zgadza się przyjąć zaproszenie starszych społeczności z Wieruszowa i objąć tu stanowisko rabina.
    Admor (przywódca duchowy, nauczyciel) podejmuje zaskakującą dla wszystkich decyzję o przeprowadzce do Wieruszowa wraz z synem. Teraz to do Wieruszowa, tak jak wcześniej do Góry Kalwarii i Pilicy, przyjeżdżają do Admora pobożni Żydzi z całej Polski po dobrą radę i błogosławieństwo, choć nie jest to łatwe ze względu na trwającą wojnę. Obaj Sprawiedliwi z Pilicy – ojciec i syn, odcisnęli bardzo pozytywne piętno na życiu duchowym Wieruszowa i jego żydowskich mieszkańców.
    Szczególny charakter mają obchody szabatu w połowie 1916 roku, którym przewodniczy właśnie Pinchas Menachem Eliezer Justman.
    Setki chasydzkich Żydów ściągnęły do Wieruszowa z różnych stron. Całą piątkową noc trwa entuzjastyczna modlitwa, choć jest
    tak ciasno, że prawie nie można się ruszać. Dla Admora rabin to jednak bardziej duchowy pasterz niż administrator zajmujący się
    przyziemnymi sprawami. Chce doradzać ludziom w kwestiach wiary i moralności, a nie wysłuchiwać próśb o pomoc w sprawach płodności lub korzystnego interesu.

    Podczas święta Paschy – w połowie kwietnia 1919 roku, Admor niespodziewanie dla wszystkich ogłasza, że chce zamieszkać w Częstochowie. Syn Chanoch Gad Justman nie kwestionuje nagłej decyzji ojca i przygotowuje dla niego i rodziny mieszkanie w
    Częstochowie, sam pozostając w Wieruszowie. Zaraz po święcie Paschy pakują się i w ciągu kilku dni wyjeżdżają. Mniej więcej tydzień później – we wtorek 29.04.1919 roku,
    ma miejsce poważny incydent. Niemcy, nie chcąc opuścić ziem za Prosną, ostrzeliwują Wieruszów. Jeden z pocisków artyleryjskich spada na dom, w którym jeszcze kilka dni wcześniej mieszkał Admor. Jego mieszkanie zostaje doszczętnie zniszczone. Dla
    społeczności wieruszowskiej jest to wyraźny dowód wyjątkowości Admora – są pewni, że musiał wiedzieć, co się wydarzy.
    Pinchas Menachem Eliezer Justman umiera w szabat 21.11. 1920 roku w Częstochowie. Pogrzeb odbywa się wyjątkowo dopiero w poniedziałek z powodu braku zgody pomiędzy chasydzkimi wspólnotami Pilicką i Częstochowską odnośnie miejsca
    pochówku. Ostatecznie jest pochowany na cmentarzu żydowskim w Częstochowie. W pogrzebie biorą udział setki Żydów z całej Polski, a prowadzący uroczystość admor z Ger mówi o nim: „Modlił się i był posłuszny”.

    Opracowała Urszula Szot