Historia rekrutów, ul. Rynek 3

W Polsce przedwojennej powszechny był zwyczaj, że rekruci,
w noc poprzedzającą ich mobilizację do wojska – zwykle jesienią – chcieli sobie „trochę” pofolgować. Upijali się i robili zamieszanie
na ulicach. Zazwyczaj udział Żydów w tego rodzaju „ekscesach” był stosunkowo niski – ale nie w Wieruszowie! Nasza młodzież żydowska, szczególnie ta niereligijna, chętnie uczestniczyła
w tych wybrykach.
Któregoś roku rekruci zabrali karawan – wóz konny, służący
do transportu zmarłych na kirkut i … wrzucili go do Prosny – oczywiście, w celu oczyszczenia!
Innym razem pomysłowi młodzieńcy zainteresowali się „wygódką” (w mieście nie było ubikacji w każdym domu, ale zazwyczaj znajdowała się ona na podwórku, w postaci kabiny zbitej z kilku desek). Upatrzyli sobie jedną z takich „kabin” i wciągnęli
ją na dach piętrowego domu Izraela Joskowicza (nazywanego „Ciecielower”) przy Rynku 3 (strona wschodnia, spalona
we wrześniu 1939, dziś: Urząd Miasta, Gminy i Powiatu).
Dodatkowo, zdjęli czterometrowy szyld, który wisiał nad ratuszem – Magistrat Wieruszów i umieścili go przy wygódce na dachu.
Rano, kiedy Urbanek, komendant policji, wyszedł na Rynek, stanął jak wryty i przecierał oczy ze zdumienia. Koszmar! Wielki, ciężki napis „Magistrat Wieruszów” stał przy wygódce na dachu kamienicy! Całe miasto długo jeszcze miało powód do śmiechu,
a rekruci cieszyli się ze swego pomysłu.
Należy zauważyć, że było niepisanym prawem, aby rekrutów
nie karać za ich „dziecinne” wybryki…

Opracowała Urszula Szot

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *