Mordechaj Szmul Zelkowicz był ostatnim przewodniczącym gminy żydowskiej w Wieruszowie. Gdziekolwiek się pojawiał,
czy to w sobotę, gdy powolnym krokiem wychodził z synagogi, czy w dzień powszedni, gdy, na przykład, w czasie żniw pracował jak jeden z chłopów, miejscowym kojarzył się z Boazem.
Tak właśnie musiał wyglądać Boaz – mówili – przodek króla Dawida, bogaty rolnik w pobliżu Betlejem. Jego postawa wyrażała mądrość, siłę wewnętrzną i zdecydowanie.
Zawsze też był gotowy, by pomóc innym i traktował to jako oczywistość.
Urodził się w 1886 w Wieruszowie jako syn Eliezera–Lipmana
i Blumci z rodziny Kasrielów, jednej z najstarszych w Wieruszowie. Jako młody człowiek studiował Torę w jesziwie znanego
i cenionego wieruszowskiego rabina Szaula Zilbermana. Jednocześnie uczył się prowadzenia ksiąg rachunkowych
– na lekcje chodził na Podzamcze (jeszcze wtedy po niemieckiej stronie). Praktyczne umiejętności – oprócz wiedzy religijnej – uważał za niezbędne. Zwykł mówić: „Jeżeli nauki Tory nie łączy
się z pracą, to jest ona nieskuteczna”.
Dlatego też szybko podjął pracę w firmie wujków – braci matki: Jakuba i Tobiasza Kasrielów, kupców specjalizujących
się w handlu zbożem i skórami.
Gdy poślubił Leę, córkę Icchaka Meira Gada, został niezależnym przedsiębiorcą.
Swoją przyszłość widział jednak w Erec Izrael. Kupił kawałek ziemi, którą sam uprawiał, bo chciał przygotować siebie i swoich najbliższych do emigracji, osiedlenia i pracy rolniczej w Ziemi Izraela. W 1929 roku kupił tam nawet za duże pieniądze ziemię, której jednak nigdy nie zobaczył.
Oprócz różnych funkcji, jakie pełnił na rzecz lokalnej społeczności, w 1935 roku został dodatkowo przewodniczącym Gminy Żydowskiej w Wieruszowie i pełnił tę funkcję do momentu wybuchu wojny.
Już we wrześniu 1939 Niemcy próbowali zmusić go do przewodniczenia Judenratowi, ale Zelkowicz zrezygnował
z tego „honoru”. Za karę został wysłany – wraz z innymi żydowskimi i polskimi osobistościami z Wieruszowa i okolic
do obozu w Radogoszczu. Niemcy chcieli w ten sposób „oczyścić” miasto z jego ewentualnych przywódców – rabina, księży, urzędników, osób cieszących się autorytetem w społeczności.
Po kilku miesiącach niektórzy z aresztowanych zostali wysłani
do Krakowa.
Zelkowicz wrócił stamtąd załamany i pobity. Krótko potem
z niewoli wrócił jego syn Josek (był żołnierzem),
ale też niespodziewanie zmarła żona (20.04.1940).
W czasie likwidacji getta, już z terenu klasztoru, napisał list
do swego jedynego syna Józefa, w którym żegnał się z nim
na zawsze. Wcześniej pożegnał się też z matką – 77-letnią
„babcią Blumcią”, która zdecydowała się wrócić do getta.
Zdążył się jeszcze dowiedzieć, że została zamordowana
w mykwie.
Napisał, że modli się za pokój swoich dzieci, które – jak święcie wierzył – przetrwają grozę zagłady. Zginął zagazowany
w Chełmnie.
Dzieci Mordki Szmula Zelkowicza przeżyły wojnę. Najstarsza Tauba, lekarka, zaraz na początku wojny wyjechała do Francji, gdzie działała w ruchu oporu.
Fajga jeszcze w 1937 roku wyjechała do Belgii, gdzie w czasie wojny ukrywała się w klasztorze. Priwa, krawcowa, wywieziona
z Wieruszowa do łódzkiego getta, przeżyła marsz śmierci
z Auschwitz. Josek Aron, z zawodu tkacz, najpierw – jako żołnierz – przebywał w obozie jenieckim, później w Auschwitz i Gross Rosen, gdzie doczekał wyzwolenia w lutym 1945 roku. W lipcu 1945 roku wrócił do Wieruszowa. Został zameldowany na
ul. Wrocławskiej 5, bo jego rodzinny dom był spalony. Pracował
za jedzenie dla miejscowego furmana. Niepewna sytuacja sprawiła, że na początku 1946 roku zdecydował się na wyjazd
do znajomych do Zduńskiej Woli. Działkę po rodzicach,
plac po spalonym domu (ok. 1200 m2), murowaną oborę, ogród
i dwie działki ziemi – sprzedał miejscowym.
W 1949 roku wyjechał do Izraela.
W latach 1968-1970 nadzorował powstanie „Księgi pamięci”
(Sefer yizkor) – jeździł do ludzi, zbierał relacje i zdjęcia, korespondował, m.in. z dawnymi znajomymi z Wieruszowa.
Zmarł 21 sierpnia 1991 roku.
Opracowała Urszula Szot


Dodaj komentarz