Przy sederowym stole

Święto Pesach obchodzone jest na pamiątkę wyjścia Żydów
z niewoli egipskiej pod wodzą Mojżesza.
Obchodzi się je przez 8 dni, a najbardziej uroczyste są dwa pierwsze wieczory. Zasiada się wtedy do uroczystej kolacji
– sederowej.
Pesach w 1939 roku rozpoczynało się w poniedziałek, 3 kwietnia. Oczami 16-letniej Małki Libki Lewi, mieszkającej z rodziną w Rynku 24, mogło ono wyglądać tak…
Bardzo lubię święto Pesach, a wieczór sederowy jest wyjątkowy! Dzisiejsza i jutrzejsza noc są chyba najpiękniejsze w roku! Siedzimy wszyscy w jadalni przy rozłożonym stole. Świece palą
się jasno, a ich światło odbija się migotliwie w srebrnych lichtarzach. U szczytu stołu siedzi tatuś (Izrael Lewi),
a naprzeciwko – mamusia (Brana z domu Sztachelberg z Kalisza). Przyszedł też wujek Izaak z ciocią Mamelką, oczywiście,
moi starsi bracia – Michaś (Mosze) i Jakub – z ciocią Hindą
i Esterką.
Jeszcze kilka dni temu razem z mamusią, ciocią i Esterką dokładnie wymiatałyśmy chamec z całego domu. Musiałam potem pilnować Esterki, żeby przed poniedziałkiem (pierwszy dzień Pesach) nie nakruszyła gdzieś chleba – to by było prawdziwe nieszczęście!
Jak co roku z zachwytem patrzyłam, jak w czwartek tatuś
z Michasiem wynoszą na podwórze wszystkie święte księgi
i modlitewniki – dobrze, że pogoda dopisała!
Rozłożyli je na ławkach, krzesłach, drewnianych skrzyniach
i deskach – one też muszą się przewietrzyć! Chodziłam potem między nimi, wyobrażając sobie, jak oddychają świeżym powietrzem i chłoną słoneczne światło. Widziałam, jak wiatr delikatnie przewraca kartki, jakby chciał sprawdzić, co też tam zostało napisane… Wieczorem wszystkie książki delikatnie przenieśliśmy do biblioteczek przy oknie.
W piątek od rana ze strychu znosiliśmy świąteczne naczynia.
Ze śmiechem szukałyśmy z Esterką naszych kubków do wina, tych samych, co w tamtym roku. Szklane i porcelanowe talerze
na Pesach, używane tylko teraz – kilka dni w roku, należały jeszcze do prababci Małki (to po niej mam imię!) i są przepiękne! Patelnie do ziemniaczanych placuszków i macy, garnki do gotowania jajek i miski do przygotowania chrojsys i muror
– wszystko musi być obmyte i starannie osuszone.
Trzeba było się spieszyć, bo przecież wieczorem zaczynał
się Szabat! A już w poniedziałek wieczorem – Pesach!
Rodzice i Jakub z ciocią zadbali, żeby wszystkie świąteczne potrawy były odpowiednio przygotowane. W poniedziałek
rano tatuś zaniósł jeszcze dużą porcję potraw sederowych
i macy do bóżnicy – żeby podzielić się z biedniejszymi.
Na śniadanie zjedliśmy resztki chleba, ostatecznie oczyszczając dom z chamecu (kwasu, potraw na zakwasie). Przez chwilę stałam w oknie i patrzyłam na Rynek – Żydzi robili jeszcze ostatnie zakupy, inni w swych sklepach obsługiwali Polaków, którzy wiedzieli przecież, że przez kolejne dwa dni sklepy te będą zamknięte. Dla chrześcijan to też ważny czas – rozpoczął
się właśnie Wielki Tydzień, w najbliższą niedzielę i poniedziałek
– za tydzień, będą świętować Wielkanoc.
W końcu, po gorączkowym dniu – zbliża się zachód słońca…
To już! Świece palą się jasno, siadamy wszyscy do stołu i Esterka – jako najmłodsza, zgodnie z tradycją, pyta: „Czym ta noc różni się od innych?” Tatuś rozpoczyna czytanie świątecznej Hagady – o plagach, jakie dawno, dawno temu spadły na Egipt
za prześladowanie Żydów, o wyjściu z niewoli i o cudach czynionych przez Mojżesza. Tatuś tłumaczy niektóre historie: „Gdyby Bóg nie był nas wtedy wyzwolił z Egiptu,
wówczas my, dzieci nasze i dzieci naszych dzieci byłyby do dziś dnia niewolnikami”.
Później cudowne słowa psalmu – jak ja ogromnie lubię
tę modlitwę:
„Cóż ci jest, morze, że uciekasz?
Góry, czemu skaczecie jak barany,
pagórki – niby jagnięta? (…)
Zadrżyj, ziemio, przed obliczem Pana całej ziemi…” (Ps 114)

Kolacja smakuje wyśmienicie: zajadam się pysznym chrojsys – słodką masą z jabłek, orzechów i migdałów, zmieszaną z odrobiną wina rodzynkowego, które mają kolor jak cegły, które Żydzi wyrabiali w Egipcie i szybko przełykam odrobinę gorzkiego muror – ostrego chrzanu i sałaty maczanej w słonej wodzie na znak,
jak ciężka i gorzka była niewolnicza praca. Po trzecim kielichu wina – znowu śpiewamy psalmy.
Esterka domaga się piosenki o koźlątku – więc śpiewamy
o kupionym za dwa drobne pieniążki koźlęciu, które zagryzł kot, którego zagryzł pies, który został obity kijem, który spłonął
w ogniu, zalanym później przez wodę, którą wypił wół, którego zarżnął rzeźnik, który na koniec sam został zabity przez Anioła Śmierci.
Ja już wiem z kursów religijnych, że koźlątko z tej wyliczanki reprezentuje Żydów prześladowanych przez inne narody.
Wypijamy czwarty i ostatni kielich wina – każdy z nich przypomina cztery Boskie obietnice wyzwolenia z niewoli:
„Ja was wyprowadzę… Ja was wybawię… Ja was uwolnię…
Ja was przyjmę…” (Wj 6,6-8).
Na środku stołu stoi duży kielich wina, którego nikt nie pije
– symbolizuje on krew Baranka i przeznaczony jest dla proroka Eliasza, który tej nocy odwiedza wszystkie domy, gdzie świętuje się Pesach. To dlatego mamusia przed ucztą sprawdziła,
czy na pewno drzwi są uchylone…
Jak cudowne jest to przygotowanie kielicha dla Niego i otwieranie drzwi, jakby On naprawdę przychodził.
Jeszcze z Esterką szukamy schowanego wcześniej przez tatusia kawałka macy sederowej. Udaję, że nic nie widzę, żeby Esterka mogła go odnaleźć i cieszyć się słodyczami, które dostaje
w nagrodę.
I to już koniec – jest bardzo późno, ale i żal, że ta piękna
noc już się skończyła.
Jutro też będzie uroczysta kolacja, ale to już nie to samo.
Pesach trwa, co prawda, osiem dni, ale gdy mija ta pierwsza noc, to tak, jakby święto już się skończyło…
Życzymy sobie jeszcze „Przyszłego roku w Jerozolimie” i powoli rozchodzimy się. Wypite wino na pewno pozwoli szybciej zasnąć…

 Czy obchody Święta Pesach u rodziny Lewi w Rynku 24  tak wyglądały? Całkiem możliwe… To w końcu święto, do którego trzeba się bardzo starannie i konkretnie przygotować oraz podczas którego koniecznie trzeba przestrzegać wszystkich zasad. 

W niespokojnym politycznie kwietniu 1939 roku padły też z pewnością szczere życzenia: „Przyszłego roku w Jerozolimie”.
Niestety – dla tej rodziny czas, który nadchodził, okazał się najgorszy z możliwych.

Opracowała Urszula Szot

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *