Pesa Jakubowicz, żona dobrego krawca z ul. Piłsudskiego,
dwa dni temu urodziła synka – Szmula. Jest bardzo głośny…
Pesa, zmęczona, patrzy na niego z czułością i widzi
w wyobraźni, jak za parę lat o tej porze będzie bawić
się chanukową zabawką – drejdlem, drewnianym bączkiem
i zajadać „chanuke gelt” – czekoladowe pieniążki.
W tym roku, na szczęście, jej mama zajęła się przygotowaniem wszystkiego. Nie śpią też jeszcze u Widawskich – Brucha,
jej mąż Szmul i ich czterej synowie: Berek, Abram, Majer i najmłodszy Jakob, niedawno wrócili z kolacji wigilijnej u Pelagii
i Stefana Frankowskich. Żyją w jednym domu, są dla siebie
jak rodzina, to i świętują razem. Jutro wieczorem wszyscy razem zjedzą kolację chanukową. Prezenty są symboliczne,
bo się nie przelewa. Pod choinką znaleźli je tylko najmłodsi:
8-letni Jakob, nazywany przez przyjaciół Jankiem lub Kubą, Zenek i 4-letni Józio. Z okazji Chanuki jest podobnie… W środę 25 grudnia po zachodzie słońca, w każdym wieruszowskim oknie widać blask – albo choinki, albo pierwszej z ośmiu chanukowych świec, słychać radosne kolędy albo chanukowe pieśni…
Opracowała Urszula Szot

Dodaj komentarz