Dorcia/Dora Piernikarz z domu Freilich była przed wojną
– mimo swej niepełnosprawności – zadowoloną z życia, szczęśliwą kobietą. W sierpniu 1918 roku poślubiła Icka Hersza, który przyjechał do Wieruszowa ze Zduńskiej Woli,
aby pobierać nauki u znanego rabina Szaula Zilbermana.
Icek Piernikarz został ortodoksyjnym nauczycielem
w wieruszowskim chederze, zajmował się też rozprowadzaniem gazet. Przez trzy lata po ślubie mieszkali w Pichlicach,
a w 1922 wrócili do Wieruszowa – najpierw na ul. Ciasną 7/3, później na ul. Pocztową 6/4. Dorcia nie musiała się niczym martwić, bo to cieszący się szacunkiem w lokalnym środowisku mąż utrzymywał rodzinę. Ona dbała o dom i dzieci
– Miriam/Manię, Chaima i Zośkę/Zyslę Noemi.
Wybuch wojny wszystko zmienił. Już w sobotę drugiego września, podczas brutalnego gromadzenia mieszkańców miasta w Podzamczu, ginie, zastrzelony przez Niemców, 18-letni Chaim. Rodzina, zwłaszcza matka, bardzo przeżywa tę stratę. Pogarszające się z dnia na dzień warunki życia nie pomagają
w odzyskaniu równowagi. Na domiar złego w połowie 1940 Icek Hersz, mąż Dory, zostaje wysłany do obozu pracy pod Poznań,
jak wielu wieruszowiaków.
Brak informacji o losie męża dobija Dorcię. Nie radzi sobie.
Kiedy wraz z córkami zostaje przeniesiona do getta
na ul. Zamkową 2, to 16-letnia Zośka praktycznie przejmuje rolę głowy rodziny. Opiekuje się zobojętniałą, apatyczną matką
i starszą, 22-letnią siostrą Manią.
Koresponduje z ukrywającą się w Paryżu ciotką Rosą, siostrą ojca, dziękując jej za paczki żywnościowe, prosząc o choć trochę herbaty i kawy, które będzie można sprzedać i kupić chleb.
Nigdy się nie dowie, że dziadkowie zginęli w łódzkim getcie,
a ojciec – w Auschwitz.
W sierpniu 1942 Dora Piernikarz nie chce się ruszać z getta.
Ta 42-letnia kobieta sprawia wrażenie obłąkanej.
Umiera zamordowana w mykwie, a jej córki kilka dni później giną zagazowane w Kulmhof.
Opracowała Urszula Szot

Dodaj komentarz