Tuż po I wojnie światowej duża działka o numerze 299
na tzw. folwarku popaulińskim (późniejsza Bolesławiecka
2, a jeszcze później część ul. Mikołaja Kopernika 2) należała
do Jana i Bronisławy Skupień. Składała się z dużego placu,
na którym stał drewniany dom i budynki gospodarskie.
Do działki należał też duży ogród.
Całość ciągnęła się od dzisiejszego parkingu przy LO
aż do dzisiejszej ul. Dąbrowskiego.
W marcu 1922 roku nieruchomość kupili pochodzący z Lututowa Załma/Zalman Szlomo Ajzner i jego siostra Krajndla Ezer
z mężem, za sumę 2 milionów marek polskich. We wrześniu
1925 Załma Ajzner odkupił połowę posiadłości od rodziny
Ezerów za kwotę 3 tysięcy zł i stał się jej wyłącznym właścicielem.
Dom nieco rozbudował i ozdobił drewnianymi detalami. Częściowo zaadaptował pięterko. W ten sposób dom posiadał
8 lokali mieszkalnych. To pozwoliło Ajznerowi na wynajmowanie mieszkań i czerpanie z tego dochodu. Było to ważne, gdyż
był chasydem i za swój pierwszy i podstawowy obowiązek uważał studiowanie m.in. Tory i modlitwę. Dlatego też w wykazie żydowskich kupców i rzemieślników z 1937 figuruje jako „właściciel domu”.
Krążyła informacja, że w tym domu „mieszkał rabin”. Rabin
był przywódcą duchowym społeczności i kojarzył się kiedyś
z człowiekiem głęboko religijnym, spędzającym większość czasu na modlitwie. Załma Ajzner nie pełnił funkcji rabina w mieście,
ale – jako chasyd – rzeczywiście swoje życie poświęcał modlitwie. Można było dostrzec przez okno, jak ze świętą księgą w ręku, zwrócony ku południowemu wschodowi (w kierunku Jerozolimy) kiwa się jakby w transie. Dzieciaki czasami go przedrzeźniały
i krzyczały pod oknem. A on, zgodnie z zasadami chasydzkimi, modlił się „całym sobą”. Kiwając się, imitował płomień świecy, który jakby chce się oderwać i polecieć z radości do nieba
– tak, jak jego dusza. W ogrodzie wybudował niewielką mykwę
do rytualnego obmywania się.
W drewnianym, małym budynku w rodzaju altany, znajdował się basenik niewielkich rozmiarów – taki, że po zejściu po kilku schodach w dół można było się w nim całemu zanurzyć.
Razem z żoną Hendlą z domu Granek (z Działoszyna) mieli siedmioro dzieci, w tym jedną córkę.
Holokaust przeżył tylko jeden syn Ruben. Według jego świadectwa rodzice – Załma Szlomo i Hendla Ajznerowie,
zginęli zamordowani w wieruszowskiej mykwie 15 sierpnia
1942 roku. Załma miał wtedy 64 lata.
Po wojnie budynek znalazł się – jako mienie porzucone
w zasobach własnych rady miejskiej. Mieściło się tu najpierw przedszkole, potem internat LO i ZSZ, a w końcu sale szkoły podstawowej i jeszcze kilka różnych instytucji.
Został rozebrany w pierwszych latach XXI wieku i m.in. na jego miejscu powstał parking LO.
Opracowała Urszula Szot


Dodaj komentarz