Jest wtorek, 24 grudnia. Biały puch delikatnie pokrył ulice, dachy
i drzewa. Trzyma lekki mróz, więc świat aż błyszczy w słońcu,
a śnieg skrzypi pod nogami. Aż dreszcze przechodzą, kiedy przypomina się koniec ubiegłego roku – kiedy śnieg leżał po same okna, a mróz dochodził do -30 stopni! W tym roku – to co innego! W mieście panuje ożywiony ruch – przecież wieczorem chrześcijańska Wigilia! Katolicy pośpiesznie robią ostatnie zakupy, a i Żydzi podobnie – do Chanuki mają jeszcze jeden dzień, ale w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia niczego nie załatwią. Trzeba wcześniej przygotować wszystkie produkty,
żeby było „tłusto i słodko”. 23-letnia Bajla Pankowska, młoda mężatka z ul. Bolesławieckiej, ma urwanie głowy, bo pod nogami kręci się jej trzyletni synek – musi więc uważać, żeby mu się
nic nie stało.
Mąż Icek Wolf jeszcze załatwia kupieckie interesy i pożycza komuś pieniądze… Na razie nie może na niego liczyć. Na szczęście jest jeszcze trochę czasu. Przygotowała już oliwę – mąż sprezentował jej tradycyjny świecznik – chanukiję, z lampkami
na oliwę, a nie zwykły, ze świecami. Małe pączki w tym roku zrobi
z nadzieniem śliwkowym, upiecze racuchy i placki ziemniaczane – wszystko zgodnie z tradycją! Ma też gotowe symboliczne, słodkie prezenty dla bliskich na każdy z ośmiu świątecznych dni.
Kiedy zapada wieczór, w wielu oknach widać blask choinki, słychać dźwięki kolęd i radosne głosy dzieci cieszących
się z prezentów. Przed północą, ulicami w kierunku kościoła
idą tłumy ludzi, by usłyszeć z ust księdza proboszcza Walentego Kotta radosną nowinę o Narodzeniu Pańskim.
A w żydowskich oknach jeszcze ciemno, w domach – cicho, wszyscy śpią spokojnie.
Opracowała Urszula Szot

Dodaj komentarz