Ksiądz i język, ul. Dąbrowskiego 12

Każdego roku księża z Wieruszowa obchodzili miasto i okoliczne wsie – w okolicy święta Chanuki – nazywając ten zwyczaj kolędą. Zwykle obchód organizował proboszcz – dr Kott, który wyjątkowo nie lubił Żydów. Wchodził do każdego chrześcijańskiego domu,
przyjmował chleb i przysmaki, które przygotowali mieszkańcy.
Pewnego roku w naszej okolicy pojawił się młody „klecha”.
Ku naszemu zdziwieniu oświadczył, że skoro chodzi z kolędą
na tym terenie, chce i nas odwiedzić, o ile zgodzimy się na jego wizytę. Oczywiście, zgodziliśmy się.
Byliśmy zdumieni, gdy zaczął do nas mówić płynnie po hebrajsku. Okazało się, że studiował w Bejrucie w szkole językowej (po wielu latach odkryłem, że ta szkoła była wykorzystywana jako tajna szkoła brytyjskiego wywiadu). Tam nauczył się hebrajskiego
i innych języków semickich. Na naszą cześć wyrecytował
po hebrajsku lament króla Dawida po śmierci Saula i jego syna Jonatana, rozpoczynający się od słów: „Góry Gilboa!
Ani rosy, ani deszczu niech na was nie będzie, ani pól żyznych!”
(2 Sm 1,21)
Jak bardzo byłem wtedy zazdrosny o jego znajomość hebrajskiego! Opowiedział nam też o swoich licznych wizytach
w Palestynie – w Jerozolimie, Hajfie i innych miejscach, które odwiedził. Zachęcał mnie do nauki hebrajskiego: – Wy, Żydzi,
macie taki piękny język, uczcie się go zamiast tego „niemieckiego żargonu” (mówił tu o jidysz).
Od tego czasu naprawdę zacząłem uczyć się hebrajskiego…

Opracowała Urszula Szot

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *