Była sobota 2 września 1939 roku, godziny późno popołudniowe, ciepło. Dopalało się kilka budynków ostrzelanych dzień wcześniej. W mieście była około jedna trzecia jego mieszkańców,
pozostali w piątek, jeszcze przed południem, uciekli, głównie
w stronę Łodzi.
Nad Prosną, przy moście, żołnierze niemieccy przygotowywali przeprawę dla wojska, głównie tego zmotoryzowanego.
Most, niestety, nie został skutecznie wysadzony przez cofających się żołnierzy polskich. Trzeba tylko usunąć z niego gruz, a na umocnienie będzie czas w najbliższe dni.
W końcu Niemcy wkroczyli do miasta. Nie minęło dużo
czasu i, po przeszukaniach, wiedzieli już, że nikt tu z nimi
nie będzie walczył, nie było tu żadnego żołnierza.
Padł rozkaz, aby ludność zebrała się na Rynku. Żołnierze rozbiegli się po ulicach, zaglądali do domów, piwnic – brutalnie wyciągając z nich wszystkich, których znaleźli. Polacy, wśród krzyków, gróźb
i poszturchiwań, zostali skierowani na Podzamcze, pod kościół ewangelicki.
Żydzi zostali zatrzymani w Rynku. Oficer krótko poinformował,
że zostaną wyciągnięte konsekwencje za strzelanie do Niemców
z terenu synagogi przed ich przeprawą przez Prosnę – jeszcze
w piątek.
Wybrali 20 Żydów i ustawili ich w szeregu – prawdopodobnie
po północnej stronie Rynku. To nie był przypadkowy wybór. Spośród zebranych zostali wybrani ci, którzy prezentowali
się najlepiej, którzy – jak się przypuszcza, byli szanowani
i cieszyli się autorytetem całej społeczności.
Naprzeciwko nich stanęli żołnierze z karabinami gotowymi do strzału. To miał być pokaz siły i bezwzględności.
Nagle ciężką ciszę przerwał spazmatyczny płacz i przez szpaler zabranych przecisnęła się niespełna 16-letnia Liba-Małka Lewi.
W swoim domu naprzeciwko ukryła się na strychu, ale teraz, widząc swojego ojca w szeregu czekających na rozstrzelanie, spontanicznie podbiegła do niego, aby się pożegnać.
Zatrzymała na chwilę egzekucję i to zuchwalstwo przypłaciła życiem – Niemiec kazał jej otworzyć usta i strzelił
w nie z pistoletu, dziewczyna upadła martwa u stóp ojca,
który z rozpaczą patrzył na jej śmierć, ale już po chwili także zginął.
To była prawdopodobnie jedna z pierwszych publicznych egzekucji II wojny światowej.
Opracowała Urszula Szot

Dodaj komentarz