Restauracja mieściła się na ulicy Piłsudskiego / Warszawskiej 7.
Lajb Zajdman/Zajdeman pochodził z Żytniewa koło Radomska, gdzie urodził się w 1898 roku jako syn Szlomo i Estery. Około 1917 roku osiadł w Wieruszowie. Tu zajął się kupiectwem i ożenił się – wziął ślub w przedostatni dzień roku 1924 z Rojzą z domu Erlich. Figuruje na liście wyborców do wieruszowskiej gminy żydowskiej z 1927 i 1931 roku jako kupiec. Wynajmował mieszkanie w domu przy ul. Piłsudskiego 7, należącym do Tomasza Walkowskiego z Kępna. Dom ten mógł stać w okolicy dawnego Banku PKO, może w miejscu ulicy łączącej Warszawską z Piskorską. Miał troje dzieci: Hanę Ryfkę (1926), Chawę Sarę (1927) i Mendla (1929). Prawdopodobnie pod koniec lat 20 otworzył niedużą restaurację. Widocznie interes nie był zbyt opłacalny, a Szanowni Goście nie odwiedzali restauracji tak często, jakby właściciel sobie życzył, bo już w spisie z 1934 roku nie było po niej śladu. Pojawił się natomiast skład wódek, którego był właścicielem.
W czasie wojny Lajb Zajdman wraz z rodziną przebywał w Wieruszowie. W sierpniu 1942 roku, w czasie likwidacji getta, cała piątka została wywieziona do Chełmna nad Nerem i zagazowana. Lajb miał wtedy 44 lata, jego żona – 42, a dzieci – 16, 15 i 13.
Opracowała Urszula Szot
Rodzina Zajdmanów ok. 1931 rokuOgłoszenie o otwarciu restauracji
W 1928 roku Szymon Gelbart i Szlama Kenig otworzyli na ul. Piłsudskiego 115 mydlarnię pod nazwą „Wieruszowska Fabryka Mydła”. Znajdowała się ona w budynku na posesji należącej do Dawida Lewi, wtedy już na przedmieściach miasta, od strony Wielunia. Kupiec Szymon/Szymsia Gelbart (ur. 1890) z Błaszek osiadł w Wieruszowie w styczniu 1916 roku po ślubie z Nachą, córką miejscowego kupca. Angażował się w różne interesy, głównie handel gęśmi i jajami. Prowadził też firmę w Łodzi, na Piotrkowskiej. Był właścicielem piętrowego domu na ul. Piłsudskiego/ Warszawskiej 24a, z sześcioma lokalami mieszkalnymi. Kiedy wpadł na pomysł uruchomienia mydlarni, to głównie jego wspólnik doglądał interesu. Urodzony w Łodzi Szlama – Elimelech Kenig (ur. 1900) kupiec i księgowy, „wżenił” się w bogatą rodzinę Kohnów, poślubiając w 1924 roku Surę Kohn, z którą zamieszkał w kamienicy teściów w Rynku 29. Prowadził ożywioną działalność społeczną, był księgowym żydowskiej Kasy Kupieckiej, a rodzinę utrzymywał głównie z wynajmu mieszkań w dzierżawionej w Łodzi kamienicy przy ul. Franciszkańskiej. Jego spółka z Gelbartem przetrwała do końca 1933 roku, gdyż już wtedy poważnie myślał o wyjeździe do Palestyny. Ostatecznie wyjechał w lipcu 1934 roku. Środki uzyskane ze sprzedaży połowy nieruchomości na ul. Kościelnej przekazał jako darowiznę na rzecz stowarzyszenia „Centralna Organizacja Żydów Ortodoksów w Polsce – Agudas Isroel (Związek Izraela)”. Z dokumentów miejskich, potwierdzających wydanie zgody na otwarcie mydlarni, wynika, że zakład zatrudniał dwóch pracowników, a właściciele mieli zakaz przetapiania „tłuszczów surowych, powodujących cuchnięcie i zanieczyszczanie powietrza”. W pomieszczeniu, w którym był umieszczony piec do topienia tłuszczów, przeznaczonych na wyrób mydła, czyli w tzw. warzelni, strop musiał być ogniotrwały, a podłoga betonowa z lekkim spadem ku środkowi, gdzie znajdowała się studzienka. W całym zakładzie obowiązkowa była sprawna wentylacja. Właściciele byli też zobowiązani do umieszczenia w zakładzie wystarczającej ilości spluwaczek napełnionych wodą oraz umieszczenia napisów z nakazami plucia tylko do spluwaczek, a także napisów zabraniających palenia tytoniu i papierosów. Właściciele deklarowali też, że będą używać do produkcji: oleju kokosowego, roślinnego, łoju topionego technicznego, kalafonii, sody kaustycznej i odpowiednich zapachów.
Rodzina Procelów mieszkała w Wieruszowie co najmniej od połowy XVIII wieku. Jechiel/Chiel, syn Izraela Salomona Procela i Rywki z domu Braun, urodził się ok. 1856 roku. Około połowy lat 70. XIX wieku ożenił się z Bajlą z domu Hercberg. Mieli ośmioro dzieci. Mieszkali przy ul. Warszawskiej/Piłsudskiego 27. Dom był obszerny, posiadał 7 lokali mieszkalnych i jeden handlowy – to Ajdla, córka najstarszego właściciela – Chiela prowadziła sklep kolonialno-spożywczy. Pozostałe mieszkania zajmowali synowie gospodarza: Mosze/Michał Szmul – kupiec drobiu i cieląt, Izrael Salomon – kupiec zboża i Józef z rodzinami. Jechiel Procel był szanowanym obywatelem – zajmował się kupiectwem, ale udzielał się też charytatywnie w bractwie pogrzebowym Chewra Kadisza.
W kwietniu 1921 roku, mając 65 lat, zmarła jego żona Bajla. W czerwcu 1936, wraz z całą dużą rodziną, Jechiel żegnał wyjeżdżającego do Palestyny – Ziemi Izraela wnuka, Izraela Salomona (syna Michała Szmula). Miesiąc później odbył się pogrzeb mającego 80 lat Jechiela.
Zaraz po wojnie dom został sprzedany przez ocalonego krewnego, który przyjechał do rodzinnego miasta, aby we wrześniu 1946 roku wziąć tu ślub. Dziś dom ten już nie istnieje, choć możliwe, że nowe budynki stoją na jego fundamentach.
Opracowała Urszula Szot
Rodzina zebrana na uroczystości pożegnania Izraela Procela, wyjeżdżającego z żoną do Palestyny (czerwiec 1936) Dom Procelów krótko po wojnieMacewa z grobu Jechiela Procela (1856 – 1936)
Tuż po I wojnie światowej duża działka o numerze 299 na tzw. folwarku popaulińskim (późniejsza Bolesławiecka 2, a jeszcze później część ul. Mikołaja Kopernika 2) należała do Jana i Bronisławy Skupień. Składała się z dużego placu, na którym stał drewniany dom i budynki gospodarskie. Do działki należał też duży ogród. Całość ciągnęła się od dzisiejszego parkingu przy LO aż do dzisiejszej ul. Dąbrowskiego.
W marcu 1922 roku nieruchomość kupili pochodzący z Lututowa Załma/Zalman Szlomo Ajzner i jego siostra Krajndla Ezer z mężem, za sumę 2 milionów marek polskich. We wrześniu 1925 Załma Ajzner odkupił połowę posiadłości od rodziny Ezerów za kwotę 3 tysięcy zł i stał się jej wyłącznym właścicielem. Dom nieco rozbudował i ozdobił drewnianymi detalami. Częściowo zaadaptował pięterko. W ten sposób dom posiadał 8 lokali mieszkalnych. To pozwoliło Ajznerowi na wynajmowanie mieszkań i czerpanie z tego dochodu. Było to ważne, gdyż był chasydem i za swój pierwszy i podstawowy obowiązek uważał studiowanie m.in. Tory i modlitwę. Dlatego też w wykazie żydowskich kupców i rzemieślników z 1937 figuruje jako „właściciel domu”. Krążyła informacja, że w tym domu „mieszkał rabin”. Rabin był przywódcą duchowym społeczności i kojarzył się kiedyś z człowiekiem głęboko religijnym, spędzającym większość czasu na modlitwie. Załma Ajzner nie pełnił funkcji rabina w mieście, ale – jako chasyd – rzeczywiście swoje życie poświęcał modlitwie. Można było dostrzec przez okno, jak ze świętą księgą w ręku, zwrócony ku południowemu wschodowi (w kierunku Jerozolimy) kiwa się jakby w transie. Dzieciaki czasami go przedrzeźniały i krzyczały pod oknem. A on, zgodnie z zasadami chasydzkimi, modlił się „całym sobą”. Kiwając się, imitował płomień świecy, który jakby chce się oderwać i polecieć z radości do nieba – tak, jak jego dusza. W ogrodzie wybudował niewielką mykwę do rytualnego obmywania się. W drewnianym, małym budynku w rodzaju altany, znajdował się basenik niewielkich rozmiarów – taki, że po zejściu po kilku schodach w dół można było się w nim całemu zanurzyć. Razem z żoną Hendlą z domu Granek (z Działoszyna) mieli siedmioro dzieci, w tym jedną córkę.
Holokaust przeżył tylko jeden syn Ruben. Według jego świadectwa rodzice – Załma Szlomo i Hendla Ajznerowie, zginęli zamordowani w wieruszowskiej mykwie 15 sierpnia 1942 roku. Załma miał wtedy 64 lata. Po wojnie budynek znalazł się – jako mienie porzucone w zasobach własnych rady miejskiej. Mieściło się tu najpierw przedszkole, potem internat LO i ZSZ, a w końcu sale szkoły podstawowej i jeszcze kilka różnych instytucji.
Został rozebrany w pierwszych latach XXI wieku i m.in. na jego miejscu powstał parking LO.
Opracowała Urszula Szot
Nieistniejący już dawny dom Ajznera, widok z lat 90. XX wieku
W 1922 roku przyjechał do Wieruszowa Fabian Grabowski, urodzony w 1888 roku w Dobrej (pow. Turek) obrońca sądowy i zamieszkał na ul. Warszawskiej 57.
Na początku listopada 1939 roku Grabowski został aresztowany i wywieziony do więzienia w Radogoszczy, a jego dom oraz sąsiednie – nr 59 i 61, zajęła niemiecka żandarmeria. Pod numerem 57 zamieszkał komendant Otto Köthe, późniejszy dowódca akcji likwidacyjnej wieruszowskiego getta, a następnie prawdopodobnie Ślązak spod Opola – August Cuda. W sąsiednich domach zorganizowano posterunek i więzienie. Przesłuchiwano tu mieszkańców miasta i okolic, poniżając ich przy tym i brutalnie bijąc. W piwnicach obu budynków żandarmi przetrzymywali ich za najdrobniejsze przewinienie lub bez powodu, czekając na okup ze strony rodziny.
Fabian Grabowski został zwolniony z więzienia 11.01.1940 roku i wrócił do Wieruszowa. Przeżył wojnę, po wyzwoleniu znów zamieszkał w swoim domu. Zmarł we wrześniu 1946 roku. Podwórze wokół domu nr 57 zostało wyłożone macewami – płytami nagrobnymi z cmentarza żydowskiego, a całość ogrodzono metalowym płotem z bramą, przeniesionym spod spalonej synagogi.
Budynek na ul. Warszawskiej 57 istnieje do dzisiaj. Macewy z podwórza odzyskano w latach 80. XX wieku.
Na rogu dawnej ul. Bolesławieckiej i drogi do cmentarza (dzisiejsza ul. Kopernika) usytuowane były pomieszczenia firmy „Eksport jaj i gęsi”, która swoją oficjalną siedzibę miała w Rynku 11. Została powołana aktem notarialnym z marca 1928 roku. Firma miała 10 udziałowców. Tego typu spółek w Wieruszowie było kilkanaście. Zarząd spółki stanowili: Wolf/Wołek Szmul Domb (ur. 1881), handlem gęśmi i jajami zajmujący się od 1900 roku, właściciel domu w Rynku 11, Michał Henoch Aronowicz (ur. 1875), właściciel kamienicy w Rynku 20 i Abram Szulem Eljasz (ur. 1889) z ul. Warszawskiej 43. Wołek Domb prowadził też – zapisaną na syna Icka – hurtownię jaj w Łodzi. Jak podano w umowie, celem firmy było prowadzenie skupu jaj i gęsi na eksport.
W jajczarni zajmowano się badaniem, sortowaniem i pakowaniem jaj. „Wszystkie pomieszczenia miały światło bezpośrednie, były bardzo widne i higieniczne. Załadowywanie i rozładowywanie transportów odbywało się pod szopą otwartą tuż przy budynku jajczarni, zabezpieczoną od deszczu i wiatrów i posiadającą podłogę betonową. Skład niezbędnego materiału pakunkowego, czyli tzw. wełny, mieścił się nad pomieszczeniami jajczarni, zaś skład pudełek i skrzyń do pakowania jaj – nad załadownią”.
Częścią firmy była też gęsiarnia, „wybudowana na łąkach stanowiących własność Magistratu, tuż przy Prośnie. Była drewniana, obita siatką drucianą, z betonową podłogą w celu łatwiejszego czyszczenia z nawozu. W gęsiarni mogło być umieszczonych do 1000 sztuk gęsi na przeciąg 24 godzin, które następnie były odsyłane wagonami do Niemiec. Spółka posiadała też pasarnię gęsi i miała do dyspozycji pastwę miejską „Pasternik” o obszarze 6 mórg”.
Akcjonariusze w swoich lub wynajmowanych piwnicach budowali niewielkie betonowe baseny, w których znajdował się roztwór wody wapiennej. Kąpano w nim jaja, co prowadziło do zasklepiania się w nich wszystkich porów. Dzięki temu jaja można było dłużej przechowywać. Wyschnięte, układano w dużych skrzyniach, w których czekały na transport. Te niewysłane jaja były w pierwszych miesiącach II wojny światowej ważnym elementem pożywienia dla pozbawionych dochodów Żydów.
Folwark Grześka koło Pieczysk należał jeszcze w połowie XIX wieku do majątku Wieruszów. Na początku lat 90. XIX wieku kupił go Fajwel Gliksman, bogaty Żyd należący do chasydzkiej dynastii rabinów z Góry Kalwarii. Urodził się w Praszce około 1870 roku, a jego rodzice pochodzili z Wielunia. W 1888 roku poślubił w Warcie Chawę Krol i właśnie Grześkę wybrali na swój dom. Łącznie z Grześką był dziedzicem około 20 tys. hektarów ziemi, z czego sam majątek ziemski Grześka liczył ok. 360 hektarów. Oprócz Grześki, w jego skład wchodziły też m.in. folwarki Chobanin i część folwarku Wieruszów (gł. tzw. Kosmalec). Folwark Grześka był niemal samowystarczalny – oprócz nie największego dworku, były tu obszerne stodoły, spichlerze i zabudowania gospodarcze, m.in.: stajnia, chlew, owczarnia i gęsiarnia; folwark posiadał też m.in. własną kuźnię i piekarnię. Jako aktywny działacz Agudah Israel – organizacji ortodoksyjnych Żydów, Fajwel Gliksman zorganizował w swoim majątku jeden z pierwszych kibuców (rodzaj obozu szkoleniowego), przygotowujących młodych ludzi do wyjazdu do Palestyny w celu budowy nowego państwa Izrael. Podczas kolejnych turnusów młodzi Żydzi uczyli się przede wszystkim pracy na roli, aby poradzić sobie jako przyszli osadnicy. Wsparciem religijnym był dla Gliksmanów oraz członków kibucu rabin Chaim Luzer Ajbeszyc/Eibeszyc (ur. 1890), mąż córki Fajwela – Sary (ur. 1896), który mieszkał w Grześce wraz z rodziną. Z żoną Chawą Fajwel miał dziesięcioro dzieci (5 córek i 5 synów), z których najprawdopodobniej tylko trzech synów przeżyło wojnę. W swoim majątku dawał pracę ludziom mieszkającym w dworskich czworakach oraz okolicznym mieszkańcom w polu, ogrodzie, parku oraz w domu. Fajwel Gliksman zmarł, raczej nagle, pod koniec 1929 roku, mając 59 lat. Jego żona zginęła prawdopodobnie w czasie wojny, niemal cały czas mieszkając w Grzeście (o tym, że nie ma od niej wiadomości od 2 tygodni pisała do brata w USA Frajdla/Frania z warszawskiego getta 20.02.1941). Od lipca 1936 roku majątkiem zajmował się dzierżawca Joś Jung, mieszał w Grześce, a umowę miał do 15.07.1940 roku. Nie był jednak zbyt solidny w wywiązywaniu się z obowiązków dzierżawcy, np. nie wypłacał należnych kwot spadkobiercom. Grozili mu nawet z tego powodu sądem.
Zaraz po wyzwoleniu – już w styczniu 1945 zarządcą folwarku był mieszkający tam Dominik Zygmunt. W lutym 1945, w obecności świadków – Władysława Woźniaka, Władysława Szymańskiego i sołtysa Ignacego Glądały – oświadczył, że w styczniu 1945 żołnierze Armii Czerwonej zabrali z majątku: – 19.01.: 9 koni, 7 jałówek, 1 buhaja, 1 wołu i 192 owce – 20.01.: 16 puszorów i 6 wozów – 21.01.: 8 metrów siana, 20 metrów ziemniaków i 15 metrów owsa.
Ilości te wyraźnie świadczą o tym, że folwark sprawnie funkcjonował i przetrwał wojenną zawieruchę, choć już bez dawnych właścicieli. Wg danych urzędu miejskiego z kwietnia 1945, w Grześce mieszkało wtedy 70 osób.
Zgodnie z obowiązującą po wojnie ideologią, pojawiły się plany przekształcenia folwarku w rodzaj kołchozu, ale szybko upadły. Już w 1945 rozpoczął się proces parcelacji majątku Grześka. Dzielono nie tylko ziemię, ale i poszczególne zabudowania, pozwalając okolicznym mieszkańcom na ich rozbiórkę, celem budowy własnych gospodarstw. Wszystko przebiegało planowo i sprawnie, w majestacie obowiązującego prawa. W ten sposób folwark zniknął z powierzchni ziemi.
Jednym z synów Fajwela i Chawy był Jakob, który w 1934 roku poślubił Stanisławę, Polkę i katoliczkę z Pieczysk.
Opracowała Urszula Szot
Codzienne życie na folwarku Grześka Uczestnicy i zarządzający kibucem w Grześce w 1934 roku Powojenna tablica przypominająca o istnieniu folwarku
Na północno-wschodnich obrzeżach miasta znajduje się cmentarz żydowski, potocznie zwany kirkutem. Zajmuje powierzchnię 1,06 ha. Założono go prawdopodobnie w XVII wieku. Podzielony był tradycyjnie na część męską i żeńską i do każdej z tych części prowadziły oddzielne bramy. Przy każdej z bram znajdował się tzw. dom przedpogrzebowy (niewielkie, drewniane pomieszczenie), w którym przygotowywano ciało do pochówku. Całość była ogrodzona drewnianym płotem na murowanym fundamencie. Cmentarz został całkowicie zniszczony przez Niemców w 1942 roku, po likwidacji getta. Część macew – płyt nagrobnych została rozbita, część wykorzystana jako budulec na drogach, a część posłużyła do utwardzenia miejskich podwórek, w tym głównie terenu wokół wojennej siedziby żandarmerii na ul. Warszawskiej. Część tablic została zebrana przez Ocalałych w 1945 roku i ułożona na północno-zachodnich obrzeżach cmentarza, ale przez lata wiele z nich „zniknęło”. Część odzyskana w latach 80. XX wieku z ul. Warszawskiej, została złożona na terenie Przedsiębiorstwa Komunalnego i może być wykorzystana do stworzenia symbolicznego lapidarium. Duża część spoczywa też pod warstwą trawy i ziemi. Dziś widoczne są też niewielkie, murowane fundamenty ogrodzenia. W południowo-zachodnim narożniku cmentarza znajduje się zbiorowa mogiła Żydów zamordowanych w mykwie w sierpniu 1942 roku z pamiątkową tablicą, ufundowaną przez ocalonego z Holokaustu mieszkańca Wieruszowa – Abrama Majerowicza.
Opracowała Urszula Szot
Cmentarz żydowski w Wieruszowie na początku wojnyMacewy uporządkowane przez Ocalonych w 1945 rokuCmentarz w latach 90. XX wiekuZbiorowa mogiła zamordowanych ok. 15 08.1942 w mykwie – rytualnej łaźni Tablica pamiątkowa ufundowana przez Abrama Majerowicza
Przy obecnej ul. Fabrycznej (mniej więcej między blokami 1 i 2, przy ulicy) funkcjonowała fabryka zapałek. Ta niewielka fabryczka powstała w 1883 roku. Ściśle z nią był powiązany tartak – znajdował się mniej więcej po przeciwnej stronie drogi. W 1884 fabryka zatrudniała 7 robotników, a w 1893 już 25 robotników. W 1893 jej właścicielem był Abram Jakub Kafel, o którym nie ma żadnej wzmianki w zachowanych dokumentach osobowych.
W 1902 roku jako właściciel figuruje Goldman. Możliwe, że fabrykę nabył od Kafela Szmul Juda Goldman, bogaty kupiec, m.in. właściciel majątku Rychłowice (wieś 4 km na południe od Wielunia), obywatel miejski Wieruszowa, przez dwie kadencje członek zarządu gminy żydowskiej, właściciel kamienicy w Rynku – nr 28. Zakładem prawdopodobnie zarządzał jego syn – Icek Majer, który zmarł nagle w grudniu 1905 roku. Jego dzieci krótko potem wyprowadziły się do Berlina, niezainteresowane kontynuowaniem interesów ojca i dziadka.
W 1905 roku po raz ostatni mówi się w spisach o istnieniu fabryki zapałek. Fabryka została więc zlikwidowana prawdopodobnie jeszcze przed I wojną światową. Fabryka zajmowała kilka drewnianych budynków, przeważnie zwykłych szop.
Do lat 60. XX wieku zachował się tylko jeden niewielki budynek parterowy, w połowie drewniany, a w połowie murowany. Posiadał dwuspadowy dach, częściowo kryty dachówką, a częściowo deskami.
Po wojnie był użytkowany jako dom mieszkalny. W latach 60. był już w bardzo złym stanie i został przeznaczony do rozbiórki.
Na ulicy Waryńskiego garażowała przed wojną wieruszowska „Mewa”, autobus Herszlika Gliksmana z ul. Piłsudskiego 31. Firma transportowa Gliksmana od 1928 roku oferowała przewóz osób i towarów autobusem i autem ciężarowym na trasie Wieruszów – Łódź i Wieluń – Kalisz. Zimą, z powodu „łysych” opon, zdarzały się wypadki, np. – jak donosiła prasa – „Mewa” wpadła do rowu w Walichnowach w styczniu 1932 i na peryferiach Wieruszowa w styczniu 1934 roku.
W lipcu 1935 roku Gliksman wszedł w spółkę z Polakami z Łodzi i zarejestrował firmę „Pegelux” – przedsiębiorstwo samochodowe na przewóz osób, bagażu i towarów m.in. na liniach: Wieruszów-Złoczew-Sieradz-Łódź oraz Lututów-Sieradz.
Wspólnikiem i kierowcą w firmie był brat Herszlika – Nachman z ul. Wrocławskiej 1/5, a jako konduktor autobusowy pracował Josek Pankowski z ul. Piłsudskiego 12, kuzyn kierownika stacji benzynowej.
Ostatni kurs „Mewy” przypadł na 1 września 1939 roku.