Safrin – admor z Komarna w Wieruszowie
Lejzer Hersz Safrin urodził się w 1892 roku w Borysławiu w Galicji (dziś: Ukraina). Był synem cadyka rabina Abrahama Mordechaja Safrina i Fajgi oraz bezpośrednim potomkiem rodziny admorów, znanej w świecie chasydzkim jako Beit Komarno.
Zdobył wykształcenie i uzyskał kwalifikacje rabinackie,
cieszył się uznaniem jako uczony talmudysta. Był wysokim, przystojnym mężczyzną o donośnym głosie.
15 czerwca 1931 roku na stałe przybył do Wieruszowa i zamieszkał przy ul. Piskorskiej 7. Ciągnęli do niego głównie prości chasydzi, których porywał ekspresyjną modlitwą – często zdarzało
mu się w długim, modlitewnym zaangażowaniu tańczyć i tupać nogami. Jako do znanego uczonego w Torze i mądrego życiowo cadyka, przychodzili do niego ludzie – nie tylko Żydzi
i z bliska i z daleka, po rady w różnych, nieraz skomplikowanych sprawach – religijnych, moralnych, małżeńskich, finansowych,
itp. Admor udzielał porad za wynagrodzeniem, co stanowiło
jego główny dochód.
Zdobył sobie podziw i szacunek m.in. jednej z okolicznych szlachcianek. Została ona uwikłana w sprawę związaną
z wysokim ubezpieczeniem po wybuchu pożaru w jednym
z jej majątków i obawiała się, że może nawet trafić do aresztu, gdyż podejrzewano ją o celowe podpalenie.
Za radą zatrudnionego w jej dobrach mleczarza – Szmuela Zylberberga, znającego dobrze admora Safrina, który wyleczył
go ze śmiertelnej choroby – nie mając już nic do stracenia, zaprzęgła konie do sań i ruszyła do Wieruszowa.
Nie wiadomo, co usłyszała, ale już po tygodniu, wdzięczna, przyjechała ponownie, szczodrze płacąc Admorowi.
Zaprosiła go także do swego majątku, gdzie – przy pomocy Zylberberga i szocheta z Wieruszowa – Kalmana Meislera, przygotowała koszerną ucztę, nie szczędząc gęsi i cieląt.
Za sprawą rabina Lejzera Hersza Safrina uczestniczyli
w niej również biedni chasydzi z Wieruszowa i okolic,
później przez lata wspominający to wyjątkowe wydarzenie.
W połowie 1937 roku admor z Komarna w Wieruszowie wyprowadził się do Pabianic. Wygląda na to, że miał żal
do elity chasydów wieruszowskich, że – wg niego – nie okazywali mu należytego szacunku. Poza tym, jego rosnąca w Kongresówce popularność sprawiła, że szukał bardziej dostępnego miejsca
dla setek swoich zwolenników z całego kraju – a przygraniczny Wieruszów był jednak zbyt mały. I rzeczywiście, do położonych niedaleko Łodzi Pabianic docierały tłumy chasydów, chcących posłuchać dobrej rady admora Safrina.
Po wybuchu drugiej wojny światowej rabin Lejzer Hersz Safrin trafił do łódzkiego getta – mieszkał w małym pokoiku przy Insel Strasse (ul. ZawiszyCzarnego) 24/17.
Jeden z ocalałych wieruszowian – Szmuel Natan Lewkowicz,
który spotkał go w łódzkim getcie, był przekonany,
że to błogosławieństwo Admora w tych tragicznych warunkach pozwoliło mu uratować się z rąk Niemców.
Sam rabin Safrin zginął zamordowany w łódzkim getcie.
Opracowała Urszula Szot


Dodaj komentarz