Autor: Wieruszowski Dom Kultury

  • Hirsz Enoch

    Hirsz Enoch przybył do Wieruszowa ze Stargardu na Pomorzu
    jako lekarz tuż po pierwszym rozbiorze Polski.

    Wraz z ciężarną małżonką, w kwietniu 1785 roku wyczekiwali rychłego rozwiązania. Zbliżała się wiosna, jednak pogoda
    nie rozpieszczała. Wieczorem doktor zapalił sabatnik, umieścił
    w talizmanie swoje pierwsze życzenie – „mieć syna”. Napełnił kieliszek dobrym winem i wziął do ręki Biblię, swoją ulubioną Księgę.

    Hirsz studiował medycynę na Uniwersytecie we Frankfurcie
    nad Odrą, gdzie również doktoryzował się w 1801 roku.
    Wrócił nad Prosnę, gdzie z wielkim powodzeniem praktykował sztukę, gromadząc całkiem spory majątek.

    W 1803 roku Hirsz wraz z małżonką i osiemnastoletnim wówczas synem wyruszają bryczką w przejażdżkę po swoich włościach,
    by pokazać zainteresowanemu kupcowi, Rochowi Wdowczyńskiemu kompleks włości. Hirsz Enoch zamierza sprzedać swe grunty, by spełnić drugie marzenie – zapewnić synowi lekarskie wykształcenie.

    Po pamiętnym pożarze miast w 1806 roku, Enochowie wespół
    z Izraelem Czarnożylskim, wznieśli nowe murowane zabudowania
    w rynku pod numerem 36, gdzie Pan Izrael prowadził dom gościnny, a Pan Hirsz gabinet lekarski.

    Doktor skrystalizował swoje trzecie marzenie – „zbudować tutaj synagogę!” W 1817 roku starsi kahali, między innymi Gabriel Oszer
    i Lewek Apt wysupłali 1500 zł i zakupili w tym celu sytuowany
    nad rzeką plac numer 47, gdzie wkrótce postawili okazałą synagogę.

    W 18258 roku doktor zmarł. Nim minął rok, pozostałe po nim
    dzieci sprzedały posesję przy ulicy Rynek 36. Od sumy należnej za budynek, corocznie 1 stycznia należało wypłacać 144 zł
    za światło i obrzędy religijne za duszę Hirsza Enocha.
    Fundację potwierdził w 1843 roku syn Hirsza, Jakub Enoch,
    doktor medycyny i chirurgii, zamieszkały w Warszawie.
    Po 4 latach Jakub zmarł i został z honorami pochowany
    na Powązkach.

    Czy marzenia Hirsza Enocha spełniły się?

    Opracowała Klaudia Wiśniewska

  • Dlaczego Żydzi nie jedzą wieprzowiny?



    Pewnego razu chcieli Żydzi dowiedzieć się i wypróbować,
    czy Pan Jezus jest wszechwiedzącym, schowali więc swoją ciocię wraz z dziećmi pod koryto i złośliwie zaczęli pytać:
    „Zgadnij, kto tam jest pod korytem?”
    „A cóż innego, jak nie świnia z prosiętami!”

    Żydzi zaczęli się śmiać i odkryli koryto, wyskoczyła tedy
    z pod koryta świnia z prosiętami.
    Dlatego też Żydzi od tego czasu nie jedzą świni, bo się boją,
    by swojej ciotki nie zjedli.

    (O świniach powstałych z ludzi w D. Simonides; Dlaczego drzewa przestały mówić?, Opole
    2010, str. 89.)

    Opracował Grzegorz Szymański

  • Restauracja

    Restauracja mieściła się na ulicy Piłsudskiego / Warszawskiej 7.

    Lajb Zajdman/Zajdeman pochodził z Żytniewa koło Radomska, gdzie urodził się w 1898 roku jako syn Szlomo i Estery.
    Około 1917 roku osiadł w Wieruszowie. Tu zajął się kupiectwem
    i ożenił się – wziął ślub w przedostatni dzień roku 1924 z Rojzą
    z domu Erlich.
    Figuruje na liście wyborców do wieruszowskiej gminy żydowskiej
    z 1927 i 1931 roku jako kupiec. Wynajmował mieszkanie w domu przy ul. Piłsudskiego 7, należącym do Tomasza Walkowskiego
    z Kępna. Dom ten mógł stać w okolicy dawnego Banku PKO,
    może w miejscu ulicy łączącej Warszawską z Piskorską.
    Miał troje dzieci: Hanę Ryfkę (1926), Chawę Sarę (1927) i Mendla (1929).
    Prawdopodobnie pod koniec lat 20 otworzył niedużą restaurację. Widocznie interes nie był zbyt opłacalny, a Szanowni Goście
    nie odwiedzali restauracji tak często, jakby właściciel sobie życzył, bo już w spisie z 1934 roku nie było po niej śladu.
    Pojawił się natomiast skład wódek, którego był właścicielem.

    W czasie wojny Lajb Zajdman wraz z rodziną przebywał
    w Wieruszowie. W sierpniu 1942 roku, w czasie likwidacji getta, cała piątka została wywieziona do Chełmna nad Nerem
    i zagazowana. Lajb miał wtedy 44 lata, jego żona – 42, a dzieci
    – 16, 15 i 13.

    Opracowała Urszula Szot

    Rodzina Zajdmanów ok. 1931 roku
    Ogłoszenie o otwarciu restauracji
  • Fabryka mydła

    W 1928 roku Szymon Gelbart i Szlama Kenig otworzyli
    na ul. Piłsudskiego 115 mydlarnię pod nazwą „Wieruszowska Fabryka Mydła”. Znajdowała się ona w budynku na posesji należącej do Dawida Lewi, wtedy już na przedmieściach miasta, od strony Wielunia.
    Kupiec Szymon/Szymsia Gelbart (ur. 1890) z Błaszek osiadł
    w Wieruszowie w styczniu 1916 roku po ślubie z Nachą, córką miejscowego kupca. Angażował się w różne interesy, głównie handel gęśmi i jajami. Prowadził też firmę w Łodzi,
    na Piotrkowskiej. Był właścicielem piętrowego domu
    na ul. Piłsudskiego/ Warszawskiej 24a, z sześcioma lokalami mieszkalnymi.
    Kiedy wpadł na pomysł uruchomienia mydlarni, to głównie
    jego wspólnik doglądał interesu. Urodzony w Łodzi Szlama
    – Elimelech Kenig (ur. 1900) kupiec i księgowy, „wżenił” się
    w bogatą rodzinę Kohnów, poślubiając w 1924 roku Surę Kohn,
    z którą zamieszkał w kamienicy teściów w Rynku 29. Prowadził ożywioną działalność społeczną, był księgowym żydowskiej Kasy Kupieckiej, a rodzinę utrzymywał głównie z wynajmu mieszkań
    w dzierżawionej w Łodzi kamienicy przy ul. Franciszkańskiej.
    Jego spółka z Gelbartem przetrwała do końca 1933 roku,
    gdyż już wtedy poważnie myślał o wyjeździe do Palestyny. Ostatecznie wyjechał w lipcu 1934 roku. Środki uzyskane
    ze sprzedaży połowy nieruchomości na ul. Kościelnej przekazał jako darowiznę na rzecz stowarzyszenia „Centralna Organizacja Żydów Ortodoksów w Polsce – Agudas Isroel (Związek Izraela)”.
    Z dokumentów miejskich, potwierdzających wydanie zgody
    na otwarcie mydlarni, wynika, że zakład zatrudniał dwóch pracowników, a właściciele mieli zakaz przetapiania „tłuszczów surowych, powodujących cuchnięcie i zanieczyszczanie powietrza”.
    W pomieszczeniu, w którym był umieszczony piec do topienia tłuszczów, przeznaczonych na wyrób mydła, czyli w tzw. warzelni, strop musiał być ogniotrwały, a podłoga betonowa z lekkim spadem ku środkowi, gdzie znajdowała się studzienka.
    W całym zakładzie obowiązkowa była sprawna wentylacja. Właściciele byli też zobowiązani do umieszczenia w zakładzie wystarczającej ilości spluwaczek napełnionych wodą oraz umieszczenia napisów z nakazami plucia tylko do spluwaczek,
    a także napisów zabraniających palenia tytoniu i papierosów.
    Właściciele deklarowali też, że będą używać do produkcji: oleju kokosowego, roślinnego, łoju topionego technicznego, kalafonii, sody kaustycznej i odpowiednich zapachów.

    Opracowała Urszula Szot

    Szkic budynku mydlarni „z natury”
  • Dom Procelów

    Rodzina Procelów mieszkała w Wieruszowie co najmniej
    od połowy XVIII wieku. Jechiel/Chiel, syn Izraela Salomona Procela i Rywki z domu Braun, urodził się ok. 1856 roku. Około połowy
    lat 70. XIX wieku ożenił się z Bajlą z domu Hercberg.
    Mieli ośmioro dzieci.
    Mieszkali przy ul. Warszawskiej/Piłsudskiego 27.
    Dom był obszerny, posiadał 7 lokali mieszkalnych i jeden handlowy – to Ajdla, córka najstarszego właściciela – Chiela prowadziła sklep kolonialno-spożywczy. Pozostałe mieszkania zajmowali synowie gospodarza: Mosze/Michał Szmul – kupiec drobiu i cieląt, Izrael Salomon – kupiec zboża i Józef z rodzinami.
    Jechiel Procel był szanowanym obywatelem – zajmował
    się kupiectwem, ale udzielał się też charytatywnie w bractwie pogrzebowym Chewra Kadisza.

    W kwietniu 1921 roku, mając 65 lat, zmarła jego żona Bajla.
    W czerwcu 1936, wraz z całą dużą rodziną, Jechiel żegnał wyjeżdżającego do Palestyny – Ziemi Izraela wnuka, Izraela Salomona (syna Michała Szmula). Miesiąc później odbył
    się pogrzeb mającego 80 lat Jechiela.

    Zaraz po wojnie dom został sprzedany przez ocalonego krewnego, który przyjechał do rodzinnego miasta,
    aby we wrześniu 1946 roku wziąć tu ślub.
    Dziś dom ten już nie istnieje, choć możliwe, że nowe budynki stoją na jego fundamentach.

    Opracowała Urszula Szot

    Rodzina zebrana na uroczystości pożegnania Izraela Procela, wyjeżdżającego z żoną do Palestyny (czerwiec 1936)
    Dom Procelów krótko po wojnie
    Macewa z grobu Jechiela Procela (1856 – 1936)

  • Przedszkole – Internat

    Tuż po I wojnie światowej duża działka o numerze 299
    na tzw. folwarku popaulińskim (późniejsza Bolesławiecka
    2, a jeszcze później część ul. Mikołaja Kopernika 2) należała
    do Jana i Bronisławy Skupień. Składała się z dużego placu,
    na którym stał drewniany dom i budynki gospodarskie.
    Do działki należał też duży ogród.
    Całość ciągnęła się od dzisiejszego parkingu przy LO
    aż do dzisiejszej ul. Dąbrowskiego.

    W marcu 1922 roku nieruchomość kupili pochodzący z Lututowa Załma/Zalman Szlomo Ajzner i jego siostra Krajndla Ezer
    z mężem, za sumę 2 milionów marek polskich. We wrześniu
    1925 Załma Ajzner odkupił połowę posiadłości od rodziny
    Ezerów za kwotę 3 tysięcy zł i stał się jej wyłącznym właścicielem.
    Dom nieco rozbudował i ozdobił drewnianymi detalami. Częściowo zaadaptował pięterko. W ten sposób dom posiadał
    8 lokali mieszkalnych. To pozwoliło Ajznerowi na wynajmowanie mieszkań i czerpanie z tego dochodu. Było to ważne, gdyż
    był chasydem i za swój pierwszy i podstawowy obowiązek uważał studiowanie m.in. Tory i modlitwę. Dlatego też w wykazie żydowskich kupców i rzemieślników z 1937 figuruje jako „właściciel domu”.
    Krążyła informacja, że w tym domu „mieszkał rabin”. Rabin
    był przywódcą duchowym społeczności i kojarzył się kiedyś
    z człowiekiem głęboko religijnym, spędzającym większość czasu na modlitwie. Załma Ajzner nie pełnił funkcji rabina w mieście,
    ale – jako chasyd – rzeczywiście swoje życie poświęcał modlitwie. Można było dostrzec przez okno, jak ze świętą księgą w ręku, zwrócony ku południowemu wschodowi (w kierunku Jerozolimy) kiwa się jakby w transie. Dzieciaki czasami go przedrzeźniały
    i krzyczały pod oknem. A on, zgodnie z zasadami chasydzkimi, modlił się „całym sobą”. Kiwając się, imitował płomień świecy, który jakby chce się oderwać i polecieć z radości do nieba
    – tak, jak jego dusza. W ogrodzie wybudował niewielką mykwę
    do rytualnego obmywania się.
    W drewnianym, małym budynku w rodzaju altany, znajdował się basenik niewielkich rozmiarów – taki, że po zejściu po kilku schodach w dół można było się w nim całemu zanurzyć.
    Razem z żoną Hendlą z domu Granek (z Działoszyna) mieli siedmioro dzieci, w tym jedną córkę.

    Holokaust przeżył tylko jeden syn Ruben. Według jego świadectwa rodzice – Załma Szlomo i Hendla Ajznerowie,
    zginęli zamordowani w wieruszowskiej mykwie 15 sierpnia
    1942 roku. Załma miał wtedy 64 lata.
    Po wojnie budynek znalazł się – jako mienie porzucone
    w zasobach własnych rady miejskiej. Mieściło się tu najpierw przedszkole, potem internat LO i ZSZ, a w końcu sale szkoły podstawowej i jeszcze kilka różnych instytucji.

    Został rozebrany w pierwszych latach XXI wieku i m.in. na jego miejscu powstał parking LO.

    Opracowała Urszula Szot

    Nieistniejący już dawny dom Ajznera, widok z lat 90. XX wieku
  • Siedziba żandarmerii

    W 1922 roku przyjechał do Wieruszowa Fabian Grabowski, urodzony w 1888 roku w Dobrej (pow. Turek) obrońca sądowy
    i zamieszkał na ul. Warszawskiej 57.

    Na początku listopada 1939 roku Grabowski został aresztowany
    i wywieziony do więzienia w Radogoszczy, a jego dom oraz sąsiednie – nr 59 i 61, zajęła niemiecka żandarmeria.
    Pod numerem 57 zamieszkał komendant Otto Köthe, późniejszy dowódca akcji likwidacyjnej wieruszowskiego getta, a następnie prawdopodobnie Ślązak spod Opola – August Cuda.
    W sąsiednich domach zorganizowano posterunek i więzienie. Przesłuchiwano tu mieszkańców miasta i okolic, poniżając
    ich przy tym i brutalnie bijąc. W piwnicach obu budynków żandarmi przetrzymywali ich za najdrobniejsze przewinienie
    lub bez powodu, czekając na okup ze strony rodziny.

    Fabian Grabowski został zwolniony z więzienia 11.01.1940 roku
    i wrócił do Wieruszowa. Przeżył wojnę, po wyzwoleniu
    znów zamieszkał w swoim domu. Zmarł we wrześniu
    1946 roku. Podwórze wokół domu nr 57 zostało wyłożone macewami – płytami nagrobnymi z cmentarza żydowskiego,
    a całość ogrodzono metalowym płotem z bramą, przeniesionym spod spalonej synagogi.

    Budynek na ul. Warszawskiej 57 istnieje do dzisiaj. Macewy
    z podwórza odzyskano w latach 80. XX wieku.

    Opracowała Urszula Szot

    Widok budynku żandarmerii w czasie wojny
  • Jajczarnia

    Na rogu dawnej ul. Bolesławieckiej i drogi do cmentarza (dzisiejsza ul. Kopernika) usytuowane były pomieszczenia firmy „Eksport jaj i gęsi”, która swoją oficjalną siedzibę miała
    w Rynku 11. Została powołana aktem notarialnym z marca
    1928 roku. Firma miała 10 udziałowców. Tego typu spółek
    w Wieruszowie było kilkanaście.
    Zarząd spółki stanowili: Wolf/Wołek Szmul Domb (ur. 1881), handlem gęśmi i jajami zajmujący się od 1900 roku, właściciel domu w Rynku 11, Michał Henoch Aronowicz (ur. 1875),
    właściciel kamienicy w Rynku 20 i Abram Szulem Eljasz
    (ur. 1889) z ul. Warszawskiej 43.
    Wołek Domb prowadził też – zapisaną na syna Icka – hurtownię
    jaj w Łodzi. Jak podano w umowie, celem firmy było prowadzenie skupu jaj i gęsi na eksport.

    W jajczarni zajmowano się badaniem, sortowaniem i pakowaniem jaj. „Wszystkie pomieszczenia miały światło bezpośrednie,
    były bardzo widne i higieniczne. Załadowywanie i rozładowywanie transportów odbywało się pod szopą otwartą tuż przy budynku jajczarni, zabezpieczoną od deszczu i wiatrów i posiadającą podłogę betonową. Skład niezbędnego materiału pakunkowego, czyli tzw. wełny, mieścił się nad pomieszczeniami jajczarni,
    zaś skład pudełek i skrzyń do pakowania jaj – nad załadownią”.

    Częścią firmy była też gęsiarnia, „wybudowana na łąkach stanowiących własność Magistratu, tuż przy Prośnie. Była drewniana, obita siatką drucianą, z betonową podłogą w celu łatwiejszego czyszczenia z nawozu. W gęsiarni mogło być umieszczonych do 1000 sztuk gęsi na przeciąg 24 godzin,
    które następnie były odsyłane wagonami do Niemiec.
    Spółka posiadała też pasarnię gęsi i miała do dyspozycji pastwę miejską „Pasternik” o obszarze 6 mórg”.

    Akcjonariusze w swoich lub wynajmowanych piwnicach budowali niewielkie betonowe baseny, w których znajdował się roztwór wody wapiennej. Kąpano w nim jaja, co prowadziło do zasklepiania się w nich wszystkich porów. Dzięki temu jaja można było dłużej przechowywać. Wyschnięte, układano w dużych skrzyniach,
    w których czekały na transport.
    Te niewysłane jaja były w pierwszych miesiącach II wojny światowej ważnym elementem pożywienia dla pozbawionych dochodów Żydów.

    Opracowała Urszula Szot

    Plan sytuacyjny zabudowań firmy
  • Folwark Grześka

    Folwark Grześka koło Pieczysk należał jeszcze w połowie
    XIX wieku do majątku Wieruszów. Na początku lat 90. XIX wieku kupił go Fajwel Gliksman, bogaty Żyd należący do chasydzkiej dynastii rabinów z Góry Kalwarii.
    Urodził się w Praszce około 1870 roku, a jego rodzice pochodzili
    z Wielunia. W 1888 roku poślubił w Warcie Chawę Krol i właśnie Grześkę wybrali na swój dom.
    Łącznie z Grześką był dziedzicem około 20 tys. hektarów ziemi,
    z czego sam majątek ziemski Grześka liczył ok. 360 hektarów. Oprócz Grześki, w jego skład wchodziły też m.in. folwarki Chobanin i część folwarku Wieruszów (gł. tzw. Kosmalec).
    Folwark Grześka był niemal samowystarczalny – oprócz
    nie największego dworku, były tu obszerne stodoły, spichlerze
    i zabudowania gospodarcze, m.in.: stajnia, chlew, owczarnia
    i gęsiarnia; folwark posiadał też m.in. własną kuźnię i piekarnię.
    Jako aktywny działacz Agudah Israel – organizacji ortodoksyjnych Żydów, Fajwel Gliksman zorganizował w swoim majątku jeden
    z pierwszych kibuców (rodzaj obozu szkoleniowego), przygotowujących młodych ludzi do wyjazdu do Palestyny
    w celu budowy nowego państwa Izrael. Podczas kolejnych turnusów młodzi Żydzi uczyli się przede wszystkim pracy
    na roli, aby poradzić sobie jako przyszli osadnicy.
    Wsparciem religijnym był dla Gliksmanów oraz członków kibucu rabin Chaim Luzer Ajbeszyc/Eibeszyc (ur. 1890), mąż córki Fajwela – Sary (ur. 1896), który mieszkał w Grześce wraz z rodziną.
    Z żoną Chawą Fajwel miał dziesięcioro dzieci (5 córek i 5 synów),
    z których najprawdopodobniej tylko trzech synów przeżyło wojnę.
    W swoim majątku dawał pracę ludziom mieszkającym
    w dworskich czworakach oraz okolicznym mieszkańcom
    w polu, ogrodzie, parku oraz w domu.
    Fajwel Gliksman zmarł, raczej nagle, pod koniec 1929 roku, mając 59 lat. Jego żona zginęła prawdopodobnie w czasie wojny, niemal cały czas mieszkając w Grzeście (o tym, że nie ma od niej wiadomości od 2 tygodni pisała do brata w USA Frajdla/Frania
    z warszawskiego getta 20.02.1941).
    Od lipca 1936 roku majątkiem zajmował się dzierżawca Joś Jung, mieszał w Grześce, a umowę miał do 15.07.1940 roku.
    Nie był jednak zbyt solidny w wywiązywaniu się z obowiązków dzierżawcy, np. nie wypłacał należnych kwot spadkobiercom. Grozili mu nawet z tego powodu sądem.

    Zaraz po wyzwoleniu – już w styczniu 1945 zarządcą folwarku
    był mieszkający tam Dominik Zygmunt. W lutym 1945,
    w obecności świadków – Władysława Woźniaka, Władysława Szymańskiego i sołtysa Ignacego Glądały – oświadczył,
    że w styczniu 1945 żołnierze Armii Czerwonej zabrali z majątku:
    – 19.01.: 9 koni, 7 jałówek, 1 buhaja, 1 wołu i 192 owce
    – 20.01.: 16 puszorów i 6 wozów
    – 21.01.: 8 metrów siana, 20 metrów ziemniaków i 15 metrów owsa.


    Ilości te wyraźnie świadczą o tym, że folwark sprawnie funkcjonował i przetrwał wojenną zawieruchę, choć
    już bez dawnych właścicieli.
    Wg danych urzędu miejskiego z kwietnia 1945, w Grześce mieszkało wtedy 70 osób.


    Zgodnie z obowiązującą po wojnie ideologią, pojawiły się plany przekształcenia folwarku w rodzaj kołchozu, ale szybko upadły. Już w 1945 rozpoczął się proces parcelacji majątku Grześka. Dzielono nie tylko ziemię, ale i poszczególne zabudowania, pozwalając okolicznym mieszkańcom na ich rozbiórkę, celem budowy własnych gospodarstw. Wszystko przebiegało planowo
    i sprawnie, w majestacie obowiązującego prawa. W ten sposób folwark zniknął z powierzchni ziemi.

    Jednym z synów Fajwela i Chawy był Jakob, który w 1934
    roku poślubił Stanisławę, Polkę i katoliczkę z Pieczysk.

    Opracowała Urszula Szot

    Codzienne życie na folwarku Grześka
    Uczestnicy i zarządzający kibucem w Grześce w 1934 roku
    Powojenna tablica przypominająca o istnieniu folwarku
  • Cmentarz Żydowski

    Na północno-wschodnich obrzeżach miasta znajduje
    się cmentarz żydowski, potocznie zwany kirkutem.
    Zajmuje powierzchnię 1,06 ha. Założono go prawdopodobnie
    w XVII wieku. Podzielony był tradycyjnie na część męską i żeńską
    i do każdej z tych części prowadziły oddzielne bramy.
    Przy każdej z bram znajdował się tzw. dom przedpogrzebowy (niewielkie, drewniane pomieszczenie), w którym przygotowywano ciało do pochówku. Całość była ogrodzona drewnianym płotem na murowanym fundamencie.
    Cmentarz został całkowicie zniszczony przez Niemców w 1942 roku, po likwidacji getta. Część macew – płyt nagrobnych została rozbita, część wykorzystana jako budulec na drogach,
    a część posłużyła do utwardzenia miejskich podwórek,
    w tym głównie terenu wokół wojennej siedziby żandarmerii
    na ul. Warszawskiej.
    Część tablic została zebrana przez Ocalałych w 1945 roku
    i ułożona na północno-zachodnich obrzeżach cmentarza,
    ale przez lata wiele z nich „zniknęło”. Część odzyskana w latach 80. XX wieku z ul. Warszawskiej, została złożona na terenie Przedsiębiorstwa Komunalnego i może być wykorzystana
    do stworzenia symbolicznego lapidarium. Duża część spoczywa też pod warstwą trawy i ziemi. Dziś widoczne są też niewielkie, murowane fundamenty ogrodzenia.
    W południowo-zachodnim narożniku cmentarza znajduje
    się zbiorowa mogiła Żydów zamordowanych w mykwie w sierpniu 1942 roku z pamiątkową tablicą, ufundowaną przez ocalonego
    z Holokaustu mieszkańca Wieruszowa – Abrama Majerowicza.

    Opracowała Urszula Szot

    Cmentarz żydowski w Wieruszowie na początku wojny
    Macewy uporządkowane przez Ocalonych w 1945 roku
    Cmentarz w latach 90. XX wieku
    Zbiorowa mogiła zamordowanych ok. 15 08.1942 w mykwie – rytualnej łaźni
    Tablica pamiątkowa ufundowana przez Abrama Majerowicza