Wieruszowskie getto

  1. Początki

    W pierwszych dniach października 1941 roku Wieruszowianie zwrócili uwagę, że żandarmeria wraz z miejscowymi volksdeutschami porządkuje kościół wieruszowski, wcześniej dokładnie zrabowany i zamieniony na magazyn. Wynoszą
    z niego bele papieru i ładują je na auta.

    5 października, w niedzielę, wszystkich Żydów z miasta wypędzono z ich domów. Wolno im zabrać tylko tyle,
    ile uniosą w rękach. A oni w tym czasie przygotowywali
    się do skromnego obchodzenia święta Sukkot (Święta Namiotów)!
    Niemcy bardzo często rozpoczynali różne akcje przeciw Żydom właśnie w dni ich świąt religijnych. To były
    nie tylko kpiny z obrzędów, ale także dodatkowe szykany wobec głęboko wierzących. Tak było i tym razem.
    Obchody tygodniowego Sukkot polegają na tym,
    że Żydzi część każdego dnia spędzają poza domem,
    w specjalnie przygotowanych szałasach/namiotach, zwanych też sukami/kuczkami, przykrytych gałęziami tak,
    aby było przez nie widać niebo. Upamiętniają w ten sposób wędrówkę Izraelitów przez pustynię po ucieczce z Egiptu.

    Co się dzieje w Wieruszowie w niedzielę, pierwszy dzień święta Sukkot 1941? Wszyscy Żydzi – około 2 tysiące osób
    – zostają stłoczeni w kościele i na dziedzińcu klasztornym
    – niemal pod gołym niebem. Jakby stwarzano im warunki
    do dosłownego przeżywania Sukkot…

    Przez kilka kolejnych dni dostają tylko po kawałku czarnego chleba i odrobinę wody do picia. Nie mają dostępu
    ani do wody, ani do ubikacji. W ciągu kilku dni warunki higieniczne stają się katastrofalne.
    Tymczasem w mieście trwa wysiedlanie rodzin polskich
    z tej części miasta, gdzie ma powstać getto.
    Rodziny polskie są lepiej traktowane, gdyż mogą wszystko,
    co posiadają, zabrać do nowego mieszkania. Pozwolono
    im zajmować mieszkania pożydowskie lub mogą dokwaterować się do swych rodzin

    Po wysiedleniu polskich rodzin, przystąpiono do grodzenia części miasta w rejonie ulic Kilińskiego, Zamkowej
    i Nadrzecznej (wg relacji Icka Pankowskiego płot stawiano także później). Lokalizacja ta jest dla Niemców bardzo wygodna, gdyż 40% granicy getta stanowi Prosna,
    z której później Żydzi mogą czerpać wodę.
    Pozostałą część granicy getta stanowi płot wykonany
    z pali drewnianych, do których gęsto przybity jest drut kolczasty. Do getta prowadzi główna brama zlokalizowana
    na ulicy Kilińskiego (na przedłużeniu dzisiejszej ul. Braci Polaków), przy której ustawiono barak przeznaczony
    na wachtę pełnioną przez żandarma. Gdy ukończono budowę płotu i budynku wachty, wszystkich Żydów zabrano z terenu kościoła i rozmieszczono w getcie. 
    Jest poniedziałek, 13 października 1941 roku…
    Właśnie skończyło się Święto Namiotów, a rozpoczęła
    się Simchat Tora – Dzień Świętowania Tory…
  2. Funkcjonowanie

    Za ogrodzeniem, z zakazem opuszczania getta, znalazło
    się prawdopodobnie około dwa tysiące osób z Wieruszowa
    i okolic, a przez jego teren przewinęło się przez niecały
    rok istnienia prawdopodobnie około 3,5 tysiąca Żydów.
    Ta liczba jest płynna, bo niemal codziennie wysyłano sprawnych mężczyzn i kobiety przede wszystkim do obozów pracy pod Poznaniem i do getta w Łodzi. 
    Ilość przydziałowego chleba w getcie nie przekracza przeważnie 20 dkg na osobę dziennie (to około pół małego chleba). Chleb jest czarny i mało pożywny. Oprócz chleba,
    na kartki można kupić brukiew, kalarepę, rzepę i buraki. Trudniej dostępna jest kapusta, a jeszcze bardziej ziemniaki. Przydziały kartofli czasami nie są małe, ale często większość z nich nie nadaje się do jedzenia. Nie wszyscy jednak mają nawet tę niewielką sumę pieniędzy, która jest potrzebna
    do wykupienia żywności na kartki. Ci, którym brakuje pieniędzy, część kartek sprzedają, ażeby kupić żywność
    za pozostałe. Kto ma ze sobą trochę pieniędzy, szybko
    je przejada. Kto ich nie ma, wyprzedaje wszystko,
    do ostatniej koszuli włącznie.

    Istnieje handel wewnętrzny i zewnętrzny, w którym biorą udział Polacy podchodzący blisko ogrodzenia getta.
    Ryzyko tych wypraw jest wielkie, gdyż w razie złapania
    grozi śmierć, choć nikt o takim fakcie nie wspomina.
    Osobiście słyszałam relację wieruszowianina, 10-letniego wówczas chłopca, o wymianie litrowej butelki oliwy za złoty zegarek, który wiele lat dobrze służył nowemu właścicielowi.
    Grupy wyznaczonych do pracy poza gettem muszą przechodzić przed wachtą, gdzie wartownik ich przelicza. Często starych, brodatych Żydów zmusza się
    do „gimnastykowania się” – jest to ulubiona zabawa wartowników. Widok ulicy przy wachcie jest w takich sytuacjach niesłychanie przykry, ponury i poniżający.
    Tłum ludzi z odkrytymi głowami, także w słotę,
    stara się jak najprędzej minąć niebezpieczny odcinek, popychając się i spiesząc, czasami ze współczuciem
    albo i ze zgrozą patrząc na odbywające się właśnie
    „popisy gimnastyczne” lub zwykłe, ordynarne znęcanie
    się przy użyciu pięści, buta czy kolby.
    Słychać wykonywaną na rozkaz piosenkę z refrenem:
    „Hitler złoty nauczył nas roboty,
    A Śmigły-Rydz nie nauczył nic.”
    Jednak chętnych do pracy poza gettem nie brakuje, zawsze bowiem można coś przydatnego ze sobą przynieść do getta.

  3. Ostateczna zagłada

    W pierwszych dniach sierpnia 1942 roku przybywa
    do Wieruszowa trzema samochodami ok. 20 żandarmów. Sprowadzono ich prawdopodobnie z Wielunia i wzmocniono oddziałami miejscowej policji oraz mieszkającymi
    w Wieruszowie volksdeutschami.
    W getcie może znajdować się wtedy około 1300 Żydów.
    W wyniku pierwszej selekcji około 200 osób, głównie względnie zdrowych mężczyzn, wysłano do obozów pracy przymusowej w rejonie Poznania. 
    Następnego dnia Żydzi są wypędzeni z getta i znów skierowani na teren nieczynnego kościoła i paulińskiego klasztoru. Tym razem nie mają czasu ani możliwości zabrać
    ze sobą czegokolwiek.
    Wybrana grupa młodszych ludzi otrzymuje polecenie powrotu do getta, aby przynieść pozostałe tam artykuły spożywcze. Nie ma tego dużo. Tymczasowa kuchnia zostaje zorganizowana na dziedzińcu klasztoru w celu wydawania prowizorycznych posiłków.

    Prawdopodobnie w sobotę 15 sierpnia 1942, po 5 dniach pobytu przerażonych Żydów na terenie klasztoru, w spiekocie i brudzie, niemal bez jedzenia i picia, elegancki niemiecki oficer ogłasza, że wszyscy zostaną przetransportowani
    w nowe miejsce, do pracy. Ostrzega jednak, że droga będzie uciążliwa, dlatego starsi i chorzy, którzy chcieliby jednak zostać na miejscu, mogą to zrobić. Być może zajmie
    się nimi lekarz. Zgłasza się około 80 osób.
    Wracają do getta, gromadzą się w pobliżu mykwy
    – łaźni nad Prosną, czekają aż do godziny policyjnej.
    Wieczorem Niemcy wskazują 10 młodych Żydów i zabierają
    ich do mykwy. Tu mają oni za zadanie prowadzić każdego
    ze starszych do przechodniej, niewielkiej sali. Żydzi wiedzą, gdzie są – tu zawsze rozbierali się przed wejściem
    do rytualnego basenu. Ale tym razem się nie rozbierają.
    Każdy z nich, pojedynczo, jest ustawiany tyłem
    do niemieckiego żołnierza.
    Ten, bez ostrzeżenia, strzela każdemu w potylicę z pistoletu sprężynowego, takiego do uboju zwierząt.
    Dlaczego w ten sposób? Bo szkoda nabojów dla Żydów,
    a poza tym nie ma huku, nie ma paniki, praca idzie sprawnie.
    Ciała wynoszone są do sąsiedniego pomieszczenia,
    a stamtąd na drabiniaste wozy.
    Tak młodzi ludzie towarzyszą w śmierci starszych sąsiadów, krewnych, bliskich.
    A potem idą za tymi wozami „drogą krwi” – bo kapie z wozów na bruk miasta, aż na cmentarz, gdzie oddają im ostatnią posługę i grzebią we wcześniej przygotowanym, długim dole, choć nie ma to nic wspólnego z rytualnymi obrzędami.
    Około 100 kolejnych, głównie młodszych rzemieślników, zostaje wysłanych do getta w Łodzi. 
    Po 2 – 3 dniach pod klasztor podjeżdżają samochody ciężarowe z plandekami. Upchnięto na nie wszystkich znajdujących się tu jeszcze Żydów – mężczyzn, kobiety
    i dzieci.
    Szczelnie zakryte ciężarówki odjeżdżają w stronę Wielunia. Jeden z takich samochodów zatrzymuje się na ulicy Warszawskiej, bo otwarła się źle zabezpieczona tylna klapa. Kilkanaście kobiet usiłuje wykorzystać sytuację i uciec,
    ale żandarmi dopadają je i wpędzają na samochód.
    Jeden stoi na górze z kijem i bije kobiety po głowach,
    aby przesuwały się na przód samochodu, a z tyłu bito je,
    aby wchodziły na górę. Po zabezpieczeniu klap spuszczono plandekę, choć upał jest niesamowity. 
    Tym sposobem około 18 – 20 sierpnia 1942 w Wieruszowie
    nie ma już żywych Żydów.
    Po ponad dwóch godzinach transport dojeżdża do Kulmhof
    – Chełmna nad Nerem.
    Ledwie żywi ludzie jeszcze nie wiedzą, co ich czeka.
    Po paru godzinach więźniowie z Sonderkommando wyciągają z innych ciężarówek – ruchomych komór gazowych, martwe ciała tych, którzy jeszcze wczoraj widzieli Prosnę,
    czuli powiew wiatru od wieruszowskiego Rynku, tulili głodne, kochane dzieci.

    Ilu? 900, 1000 – nikt tego do końca nie wie.

    Dziś nieopodal Chełmna – w Lesie Rzuchowskim, miejscu, gdzie grzebano najpierw ciała, później prochy zagazowanych, stoi monument – pomnik pamięci. Na tzw. Ścianie Pamięci
    są upamiętnieni także wieruszowscy Żydzi.

Opracowała Urszula Szot

Plan getta
– Kościół i Klasztor Ojców Paulinów, zamknięty w czasie wojny
Ulica Zamkowa, wzdłuż której przebiegała granica getta
Cmentarz żydowski – zbiorowa mogiła zamordowanych w mykwie
Transport Żydów do obozu zagłady Kulmhof
Trasa: Wieruszów – Chełmno nad Nerem
Tablica upamiętniająca wieruszowskich Żydów na Ścianie Pamięci w Lesie Rzuchowskim

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *