„Złotówka” – to pseudonim żydowskiego handlarza, którego imienia i nazwiska nikt nie pamiętał. Przed wojną mieszkał
na ul. Warszawskiej 30 u p. Ignacego Hąci, na piętrze.
Można było od niego kupić zegarek, płaszcz, buty, pierzynę
czy łóżko – jednym słowem – wszystko, co tylko było potrzebne. Warunki zapłaty, jakie proponował potrzebującym, były dla ludzi bardzo korzystne – można było co tydzień płacić złotówkę
na konto zadłużenia. Stąd jego przezwisko – „Złotówka”.
Nikt nie spisywał umowy, nie było potrzeba poręczyciela.
Biedni, zarówno Żydzi, jak i Polacy, byli bardzo zadowoleni,
bo przecież bogaci nie robili z nim interesów.
Kiedy wybuchła wojna, „Złotówka” stracił swoje źródło dochodu – bo Żydom nie wolno było handlować. Z żółtą gwiazdą na piersi
i na plecach chodził rynsztokiem, bo Żydowi nie wolno było chodzić po chodniku. Nie domagał się zapłaty od swoich dłużników, bo wiedział, że wszystko przepadło.
Chciał tylko jakoś przeżyć.
Niestety, w czasie pobytu w getcie bardzo opadł z sił, dziwnie zobojętniał. Kiedy w sierpniu 1942 miał do wyboru – pozostać
z większością na terenie klasztoru lub wrócić do getta,
wybrał tę drugą możliwość. Znajoma niedola wydawała
mu się lepsza od nieznanej.
Kilka godzin później zginął w mykwie od strzału w głowę.
Opracowała Urszula Szot

Dodaj komentarz