Z relacji starszej kobiety”
„O wojnę, proszę pana, to myśmy były obie z siostrą, młode wtedy, wywiezione na roboty. Dobrze, że niezbyt daleko,
bo nas tylko do majątku za rzekę wywieźli.
Przy dworze był tartak, co został zarekwirowany przez Niemców
i był przy nim w tym dworze posterunek niemiecki, żeby tego tartaku pilnować. Pamiętam, jak przed świętami Bożego Narodzenia niemiecki oficer, młody jeszcze chłopak, katolik, odjeżdżał właśnie na świąteczny urlop i bardzo się z tego powodu cieszył. Przyszedł do dworu życzyć państwu spokojnych świąt
i opowiedzieć o swojej rodzinie, dla której wiózł kiełbasę
i sprawioną gęś. Czekał tylko na przyjazd swojego zmiennika
i bardzo się denerwował, że tamten się spóźnia.
Wtedy właśnie dali znać z tartaku, że przyszło tych dwoje.
To była para Żydów z lasu. Ojciec z córką. Inteligenci. Z klasą.
On stary. Ona młoda i piękna. Zmarnowani tacy. Wymarznięci
i obdarci. Po co przyszli? Zgłosili się dobrowolnie na posterunek żeby ich zastrzelić, bo jak mówili, nie mają już siły dalej prowadzić takiego życia jak od ponad roku. Bo, panie kochany, po tych lasach to tam się żydostwa wtedy chowało podobno bardzo dużo!
Oficer był zły o to, że przyszli. Szły święta i nie czuł się wcale
w nastroju do strzelania Żydów. Poza tym okazało się, że na posterunku nie ma już naboi do karabinów. Naboje miał przywieźć ze sobą jego zmiennik, ale nadal go nie było. Poszedł jakoś
tą sprawę załatwić, a ci dwoje cały czas stali przed gankiem.
Pani wyszła do nich i prosiła, namawiała, żeby uciekali albo schronili się gdzieś na wsi. Że przecież to szaleństwo
tak na śmierć czekać na mrozie… Powiedzieli, że nie chcą.
Gdyby była jakaś nadzieja… – powiedzieli. Ale nadziei nie ma…
I czekali tak, wyobraź pan sobie, do samego wieczora, aż tamten te kule przywiezie. Bo ten oficer to się doczekać nie mógł i posłał jednego na rowerze na sąsiedni posterunek po te kule.
Gdy wreszcie wrócił ten z tymi kulami, to oficer wyprowadził
ich pod stodołę i zastrzelił oboje. Ten stary to nawet nie syknął. Ta młoda tylko tak się jakoś odsunęła na bok i źle ją trafił
za pierwszym razem. Dwa razy jeszcze musiał jej w głowę strzelać, bo mu się po śniegu rzucała.”
Opracował Grzegorz Szymański

Dodaj komentarz