Kategoria: Ludzie

  • Hirsz Enoch

    Hirsz Enoch przybył do Wieruszowa ze Stargardu na Pomorzu
    jako lekarz tuż po pierwszym rozbiorze Polski.

    Wraz z ciężarną małżonką, w kwietniu 1785 roku wyczekiwali rychłego rozwiązania. Zbliżała się wiosna, jednak pogoda
    nie rozpieszczała. Wieczorem doktor zapalił sabatnik, umieścił
    w talizmanie swoje pierwsze życzenie – „mieć syna”. Napełnił kieliszek dobrym winem i wziął do ręki Biblię, swoją ulubioną Księgę.

    Hirsz studiował medycynę na Uniwersytecie we Frankfurcie
    nad Odrą, gdzie również doktoryzował się w 1801 roku.
    Wrócił nad Prosnę, gdzie z wielkim powodzeniem praktykował sztukę, gromadząc całkiem spory majątek.

    W 1803 roku Hirsz wraz z małżonką i osiemnastoletnim wówczas synem wyruszają bryczką w przejażdżkę po swoich włościach,
    by pokazać zainteresowanemu kupcowi, Rochowi Wdowczyńskiemu kompleks włości. Hirsz Enoch zamierza sprzedać swe grunty, by spełnić drugie marzenie – zapewnić synowi lekarskie wykształcenie.

    Po pamiętnym pożarze miast w 1806 roku, Enochowie wespół
    z Izraelem Czarnożylskim, wznieśli nowe murowane zabudowania
    w rynku pod numerem 36, gdzie Pan Izrael prowadził dom gościnny, a Pan Hirsz gabinet lekarski.

    Doktor skrystalizował swoje trzecie marzenie – „zbudować tutaj synagogę!” W 1817 roku starsi kahali, między innymi Gabriel Oszer
    i Lewek Apt wysupłali 1500 zł i zakupili w tym celu sytuowany
    nad rzeką plac numer 47, gdzie wkrótce postawili okazałą synagogę.

    W 18258 roku doktor zmarł. Nim minął rok, pozostałe po nim
    dzieci sprzedały posesję przy ulicy Rynek 36. Od sumy należnej za budynek, corocznie 1 stycznia należało wypłacać 144 zł
    za światło i obrzędy religijne za duszę Hirsza Enocha.
    Fundację potwierdził w 1843 roku syn Hirsza, Jakub Enoch,
    doktor medycyny i chirurgii, zamieszkały w Warszawie.
    Po 4 latach Jakub zmarł i został z honorami pochowany
    na Powązkach.

    Czy marzenia Hirsza Enocha spełniły się?

    Opracowała Klaudia Wiśniewska

  • Złotówka

    „Złotówka” – to pseudonim żydowskiego handlarza, którego imienia i nazwiska nikt nie pamiętał. Przed wojną mieszkał
    na ul. Warszawskiej 30 u p. Ignacego Hąci, na piętrze.

    Można było od niego kupić zegarek, płaszcz, buty, pierzynę
    czy łóżko – jednym słowem – wszystko, co tylko było potrzebne. Warunki zapłaty, jakie proponował potrzebującym, były dla ludzi bardzo korzystne – można było co tydzień płacić złotówkę
    na konto zadłużenia. Stąd jego przezwisko – „Złotówka”.
    Nikt nie spisywał umowy, nie było potrzeba poręczyciela.
    Biedni, zarówno Żydzi, jak i Polacy, byli bardzo zadowoleni,
    bo przecież bogaci nie robili z nim interesów.

    Kiedy wybuchła wojna, „Złotówka” stracił swoje źródło dochodu – bo Żydom nie wolno było handlować. Z żółtą gwiazdą na piersi
    i na plecach chodził rynsztokiem, bo Żydowi nie wolno było chodzić po chodniku. Nie domagał się zapłaty od swoich dłużników, bo wiedział, że wszystko przepadło.
    Chciał tylko jakoś przeżyć.

    Niestety, w czasie pobytu w getcie bardzo opadł z sił, dziwnie zobojętniał. Kiedy w sierpniu 1942 miał do wyboru – pozostać
    z większością na terenie klasztoru lub wrócić do getta,
    wybrał tę drugą możliwość. Znajoma niedola wydawała
    mu się lepsza od nieznanej.

    Kilka godzin później zginął w mykwie od strzału w głowę.

    Opracowała Urszula Szot

  • Mordechaj Szmul Zelkowicz

    Mordechaj Szmul Zelkowicz był ostatnim przewodniczącym gminy żydowskiej w Wieruszowie. Gdziekolwiek się pojawiał,
    czy to w sobotę, gdy powolnym krokiem wychodził z synagogi, czy w dzień powszedni, gdy, na przykład, w czasie żniw pracował jak jeden z chłopów, miejscowym kojarzył się z Boazem.
    Tak właśnie musiał wyglądać Boaz – mówili – przodek króla Dawida, bogaty rolnik w pobliżu Betlejem. Jego postawa wyrażała mądrość, siłę wewnętrzną i zdecydowanie.
    Zawsze też był gotowy, by pomóc innym i traktował to jako oczywistość.

    Urodził się w 1886 w Wieruszowie jako syn Eliezera–Lipmana
    i Blumci z rodziny Kasrielów, jednej z najstarszych w Wieruszowie. Jako młody człowiek studiował Torę w jesziwie znanego
    i cenionego wieruszowskiego rabina Szaula Zilbermana. Jednocześnie uczył się prowadzenia ksiąg rachunkowych
    – na lekcje chodził na Podzamcze (jeszcze wtedy po niemieckiej stronie). Praktyczne umiejętności – oprócz wiedzy religijnej – uważał za niezbędne. Zwykł mówić: „Jeżeli nauki Tory nie łączy
    się z pracą, to jest ona nieskuteczna”.

    Dlatego też szybko podjął pracę w firmie wujków – braci matki: Jakuba i Tobiasza Kasrielów, kupców specjalizujących
    się w handlu zbożem i skórami. 

    Gdy poślubił Leę, córkę Icchaka Meira Gada, został niezależnym przedsiębiorcą.   

    Swoją przyszłość widział jednak w Erec Izrael. Kupił kawałek ziemi, którą sam uprawiał, bo chciał przygotować siebie i swoich najbliższych do emigracji, osiedlenia i pracy rolniczej w Ziemi Izraela. W 1929 roku kupił tam nawet za duże pieniądze ziemię, której jednak nigdy nie zobaczył.

    Oprócz różnych funkcji, jakie pełnił na rzecz lokalnej społeczności, w 1935 roku został dodatkowo przewodniczącym Gminy Żydowskiej w Wieruszowie i pełnił tę funkcję do momentu wybuchu wojny. 

    Już we wrześniu 1939 Niemcy próbowali zmusić go do przewodniczenia Judenratowi, ale Zelkowicz zrezygnował
    z tego „honoru”. Za karę został wysłany – wraz z innymi żydowskimi i polskimi osobistościami z Wieruszowa i okolic
    do obozu w Radogoszczu. Niemcy chcieli w ten sposób „oczyścić” miasto z jego ewentualnych przywódców – rabina, księży, urzędników, osób cieszących się autorytetem w społeczności.
    Po kilku miesiącach niektórzy z aresztowanych zostali wysłani
    do Krakowa.

    Zelkowicz wrócił stamtąd załamany i pobity. Krótko potem
    z niewoli wrócił jego syn Josek (był żołnierzem),
    ale też niespodziewanie zmarła żona (20.04.1940).

    W czasie likwidacji getta, już z terenu klasztoru, napisał list
    do swego jedynego syna Józefa, w którym żegnał się z nim
    na zawsze. Wcześniej pożegnał się też z matką – 77-letnią
    „babcią Blumcią”, która zdecydowała się wrócić do getta.
    Zdążył się jeszcze dowiedzieć, że została zamordowana
    w mykwie.

    Napisał, że modli się za pokój swoich dzieci, które – jak święcie wierzył – przetrwają grozę zagłady. Zginął zagazowany
    w Chełmnie.

    Dzieci Mordki Szmula Zelkowicza przeżyły wojnę. Najstarsza Tauba, lekarka, zaraz na początku wojny wyjechała do Francji, gdzie działała w ruchu oporu.

    Fajga jeszcze w 1937 roku wyjechała do Belgii, gdzie w czasie wojny ukrywała się w klasztorze. Priwa, krawcowa, wywieziona
    z Wieruszowa do łódzkiego getta, przeżyła marsz śmierci
    z Auschwitz. Josek Aron, z zawodu tkacz, najpierw – jako żołnierz – przebywał w obozie jenieckim, później w Auschwitz i Gross Rosen, gdzie doczekał wyzwolenia w lutym 1945 roku. W lipcu 1945 roku wrócił do Wieruszowa. Został zameldowany na
    ul. Wrocławskiej 5, bo jego rodzinny dom był spalony. Pracował
    za jedzenie dla miejscowego furmana. Niepewna sytuacja sprawiła, że na początku 1946 roku zdecydował się na wyjazd
    do znajomych do Zduńskiej Woli. Działkę po rodzicach,
    plac po spalonym domu (ok. 1200 m2), murowaną oborę, ogród
    i dwie działki ziemi – sprzedał miejscowym.
    W 1949 roku wyjechał do Izraela.

    W latach 1968-1970 nadzorował powstanie „Księgi pamięci”
    (Sefer yizkor) – jeździł do ludzi, zbierał relacje i zdjęcia, korespondował, m.in. z dawnymi znajomymi z Wieruszowa.

    Zmarł 21 sierpnia 1991 roku.

    Opracowała Urszula Szot

  • Wołek Najman

    Wołek Najman urodził się 28 czerwca 1916 roku jako pierworodny syn Abrama Judy Najmana i Sary z Halterów, pochodzącej
    z Lututowa.
    Ojciec – Abram Juda byłenergicznym kupcem. Szybko wyprowadził się od ojca z ul. Warszawskiej 35 i kupił dom
    przy ul. Wieluńskiej 2. Celem prowadzenia w kraju i za granicą handlu gęśmi, jajami i drobiem, w latach 20. i 30. działał w spółce „Eksport jaj i gęsi” z siedzibą przy ul. Bolesławieckiej 400.

    Na Wieluńskiej przyszedł na świat Wołek, a później jego młodsze rodzeństwo: Icek Majer (1918), Róża (1920) i Hela (1924).
    Dzieci dorastały w szczęśliwej, nie najgorzej sytuowanej rodzinie. Chłopcy uczęszczali do chederu przy synagodze, a później
    do szkoły powszechnej w Wieruszowie, podobnie jak dziewczynki. Ojciec sprawnie prowadził interesy, ale także udzielał się na rzecz społeczności – był np. radnym Rady Miejskiej Wieruszowa.
    Wołek został elektrykiem. Niestety, w pełnym usamodzielnieniu się i założeniu rodziny przeszkodził mu wybuch wojny.
    Już w 1940 roku został wywieziony – jak wielu młodych
    mężczyzn – do jednego z obozów pracy pod Poznaniem, gdzie w morderczych warunkach pracował przy budowie autostrady,
    wg niemieckich planów: z Berlina do Moskwy. Wycieńczony,
    po około roku trafił do Auschwitz, do bloku nr 11. Otrzymał
    obozowy numer 26 894. Tu pracował m.in. jako ślusarz.
    10 kwietnia 1942 roku odnotowano jego śmierć w obozowej Księdze zgonów. Miał 26 lat.

    Jego rodzice i rodzeństwo przebywali w tym czasie w wieruszowskim getcie. W czasie jego likwidacji brat Wołka ,
    Icek Majer został wraz z setką innych młodych wywieziony
    do łódzkiego getta, gdzie został zamordowany w 1943 roku. Rodzice wraz z córkami Różą i Helą trafili do transportu do obozu śmierci Kulmhof / Chełmno nad Nerem, gdzie zostali zagazowani pod koniec sierpnia 1942 roku.

    Zeznanie o zamordowanej rodzinie złożył w 1999 roku w Instytucie Yad Vashem siostrzeniec Abrama Judy – Icek Wolf Pankowski, urodzony w Wieruszowie.

    Opracowała Urszula Szot

  • Rodzina Rubinowicz

    Załączone przedwojenne zdjęcie przedstawia szczęśliwe siostry – Szpryncę (po lewej) i Idesę/Judytę Rubinowicz.

    Ich ojciec – Mendel pochodził z Sieradza i był kupcem.
    Mając 28 lat (w 1893), ożenił się z 10 lat młodszą Wieruszowianką Różą/Rojzą z domu Icyk i zamieszkał w Wieruszowie.
    23 czerwca 1919 roku, w wyniku pożaru spowodowanego zbombardowaniem Wieruszowaprzez Grenzschutz,
    stracili 3/4 wyposażenia mieszkania, zostając praktycznie
    bez niczego.

    Najstarsza córka mieszkała już w Łodzi, ale na miejscu było jeszcze sześcioro dzieci w wieku od 17 do 2 lat. Dzięki pomocy bliskich i własnej pracy przetrwali ten trudny czas.
    Zamieszkali w Rynku 13/5, a od marca 1934 – na Kilińskiego 22/3.
    Szprynca (ur.1911) i Judyta/Idesa (ur.1914) były krawcowymi.
    Ich brat Moszek, szewc, w grudniu 1931 roku wyjechał do Francji, do Paryża. Za przykładem najstarszej siostry – Miriam Sary,
    także dwie młodsze – Hena (ur.1905) i Judyta/Idesa (ur. 1914), zamieszkały w Łodzi. Z rodzicami w Wieruszowie pozostali:
    Mirla (ur.1902), Szprynca i Efraim (ur.1917).
    W październiku 1934 roku Szprynca wyszła za mąż za Nysena Dawida, szewca z ul. Kościelnej. Zaraz po ślubie zamieszkali
    na ul. Nadrzecznej 25/4.

    Spokojne życie rodziny przerwała wojna. Już w pierwszych dniach września 1939 roku, próbując dostać się do Łodzi, zginęła
    w Złoczewie Mirla (37 lat). Uciekający z nią Efraim dotarł
    do Warszawy, ale w połowie września wrócił do Wieruszowa. Ponieważ był krawcem, udało mu się znaleźć pracę u znajomego mistrza krawieckiego w okolicy Wieruszowa. Do domu przychodził tylko na szabat, dostarczając rodzinie żywność i pieniądze. Rodzice jednak bardzo niepokoili się o niego, więc na ich prośbę wrócił do domu. Niestety, nie była to dobra decyzja – szybko został wciągnięty na listę deportowanych do obozu pracy
    pod Poznaniem. Potem, po przejściu przez Auschwitz,
    marsz śmierci i Gross Rosen, doczekał wyzwolenia.
    Trudnego czasu nie wytrzymał ojciec – Mendel. Zmarł w 1941 roku, mając 76 lat.
    Mieszkające w Łodzi trzy siostry trafiły wraz z rodzinami
    do łódzkiego getta. Prawdopodobnie wszyscy tam zginęli,
    choć tylko Judyta/Idesa figuruje jako zmarła w szpitalu
    w getcie w czerwcu 1942 roku.

    Tymczasem w Wieruszowie, po tragicznych miesiącach w getcie, Szprynca rozstaje się z mamą. Róża/Rojza (67 lat) nie ma już sił na nową tułaczkę – dołącza do grupy około 90 innych, głównie starszych i chorych, którzy wyrażają chęć pozostania w getcie. Jeszcze tego samego dnia lub następnego – giną zastrzeleni
    w mykwie.
    Szprynca, podobnie jak inni stłoczeni na kościelnym placu, zdaje sobie sprawę z tego, co się stało. Trudno im uwierzyć w to,
    co się dzieje. Ale oto podjeżdżają już ciężarówki, na które
    są ładowani. W ciągu kilku – kilkunastu kolejnych godzin wszyscy, około 900 – 1000 osób – giną zagazowani w obozie zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem.
    Efraim po wyzwoleniu emigruje, zakłada rodzinę, umiera w czerwcu 1993 roku w Tel Avivie. Jego starszy brat Moszek
    w czasie wojny najpierw walczył jako żołnierz we francuskim wojsku, później działał w konspiracji. W 1947 roku uzyskał francuskie obywatelstwo.

    Opracowała Urszula Szot


    Z dziewięcioosobowej rodziny Rubinowiczów wojnę przeżyło dwóch synów.

  • Rabin Safrin

    Safrin – admor z Komarna w Wieruszowie

    Lejzer Hersz Safrin urodził się w 1892 roku w Borysławiu w Galicji (dziś: Ukraina). Był synem cadyka rabina Abrahama Mordechaja Safrina i Fajgi oraz bezpośrednim potomkiem rodziny admorów, znanej w świecie chasydzkim jako Beit Komarno.
    Zdobył wykształcenie i uzyskał kwalifikacje rabinackie,
    cieszył się uznaniem jako uczony talmudysta. Był wysokim, przystojnym mężczyzną o donośnym głosie.
    15 czerwca 1931 roku na stałe przybył do Wieruszowa i zamieszkał przy ul. Piskorskiej 7. Ciągnęli do niego głównie prości chasydzi, których porywał ekspresyjną modlitwą – często zdarzało
    mu się w długim, modlitewnym zaangażowaniu tańczyć i tupać nogami. Jako do znanego uczonego w Torze i mądrego życiowo cadyka, przychodzili do niego ludzie – nie tylko Żydzi
    i z bliska i z daleka, po rady w różnych, nieraz skomplikowanych sprawach – religijnych, moralnych, małżeńskich, finansowych,
    itp. Admor udzielał porad za wynagrodzeniem, co stanowiło
    jego główny dochód.


    Zdobył sobie podziw i szacunek m.in. jednej z okolicznych szlachcianek. Została ona uwikłana w sprawę związaną
    z wysokim ubezpieczeniem po wybuchu pożaru w jednym
    z jej majątków i obawiała się, że może nawet trafić do aresztu, gdyż podejrzewano ją o celowe podpalenie.
    Za radą zatrudnionego w jej dobrach mleczarza – Szmuela Zylberberga, znającego dobrze admora Safrina, który wyleczył
    go ze śmiertelnej choroby – nie mając już nic do stracenia, zaprzęgła konie do sań i ruszyła do Wieruszowa.
    Nie wiadomo, co usłyszała, ale już po tygodniu, wdzięczna, przyjechała ponownie, szczodrze płacąc Admorowi.
    Zaprosiła go także do swego majątku, gdzie – przy pomocy Zylberberga i szocheta z Wieruszowa – Kalmana Meislera, przygotowała koszerną ucztę, nie szczędząc gęsi i cieląt.


    Za sprawą rabina Lejzera Hersza Safrina uczestniczyli
    w niej również biedni chasydzi z Wieruszowa i okolic,
    później przez lata wspominający to wyjątkowe wydarzenie.
    W połowie 1937 roku admor z Komarna w Wieruszowie wyprowadził się do Pabianic. Wygląda na to, że miał żal
    do elity chasydów wieruszowskich, że – wg niego – nie okazywali mu należytego szacunku. Poza tym, jego rosnąca w Kongresówce popularność sprawiła, że szukał bardziej dostępnego miejsca
    dla setek swoich zwolenników z całego kraju – a przygraniczny Wieruszów był jednak zbyt mały. I rzeczywiście, do położonych niedaleko Łodzi Pabianic docierały tłumy chasydów, chcących posłuchać dobrej rady admora Safrina.


    Po wybuchu drugiej wojny światowej rabin Lejzer Hersz Safrin trafił do łódzkiego getta – mieszkał w małym pokoiku przy Insel Strasse (ul. ZawiszyCzarnego) 24/17.
    Jeden z ocalałych wieruszowian – Szmuel Natan Lewkowicz,
    który spotkał go w łódzkim getcie, był przekonany,
    że to błogosławieństwo Admora w tych tragicznych warunkach pozwoliło mu uratować się z rąk Niemców.


    Sam rabin Safrin zginął zamordowany w łódzkim getcie.

    Opracowała Urszula Szot

  • Rabin Orenbach

    Abraham Mendel Orenbach urodził się w Końskich 19 stycznia
    1871 roku. Jego rodzice to Ide Luzer Orenbach i Małka z domu Winer. Uczył się u miejscowego rabina i szybko zdobył przydomek „geniusz z Końskich”. Mając 14 lat, za radą swego dotychczasowego nauczyciela, wyjechał do jesziwy rabina Abrahama z Sochaczewa, gdzie pogłębiał swoją wiedzę.
    Za jego też radą ożenił się z Rikel / Ryklą Gołdą, córką zamożnego rabina Josela z Okuszek (dzisiejsza Białoruś).

    W 1887 roku przeprowadził się do Wieruszowa na ul. Zamkową 1. Mimo rabinackiego wykształcenia, nie pełnił funkcji religijnych, ale dał się poznać jako sprawny i błyskotliwy kupiec.
    Chciał pokazać, że religijny uczeń jesziwy, chasyd,
    zna się też na handlu i że nie należy do tych, którzy tylko czegoś oczekują, nie biorąc spraw w swoje ręce.
    Rozwiązania skomplikowanych spraw handlowych skutecznie szukał w Talmudzie i w komentarzach do Tory.
    Twierdził: „ Jeśli nie zacznę dnia od studiowania rozdziału Tory,
    to cały dzień interes mi nie idzie”. Był lubiany przez mieszkańców Wieruszowa, także nie-Żydów, za swoje pogodne usposobienie
    i sprawność w interesach. Mimo nie najlepszej znajomości języka polskiego i niemieckiego, był partnerem w spółkach żydowskich
    i polskich (np. z Długaszewskim z Podzamcza i Rojewskim).
    Kiedy w 1921 roku odszedł z Wieruszowa admor z Pilicy – cadyk Henoch Gad Justman, starsi gminy zaproponowali mu stanowisko rabina.


    Abraham Mendel Orenbach w wyborach był jedynym kandydatem i zdecydowaną większością głosów otrzymał stanowisko wieruszowskiego rabina. Wybór z dnia 29.04.1923 roku został zatwierdzony przez ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego 30 lipca 1923 roku.
    Kierował wspólnotą silną ręką, nikogo nie wyróżniając.
    Udzielał lekcji chłopcom o bystrych umysłach i studiował Torę. Często, jako arbiter, starał się rozwiązywać skomplikowane spory religijne, moralne, społeczne i handlowe.
    Przyszło mu działać w bardzo trudnym okresie. Finansowo żydowski Wieruszów nigdy wcześniej nie był w tak kiepskim położeniu.


    Do miasta zaczęła też docierać fala antysemityzmu, grożąc pogromami. Czynniki te, w połączeniu z negatywnymi skutkami pierwszej wojny światowej, doprowadziły do załamania tradycyjnych elementów żydowskiego dziedzictwa.
    Rabin Abraham Mendel Orenbach próbował odbudować to,
    co zniszczył czas. Kilkakrotnie podejmował próby zorganizowania dużej jesziwy, ale bezskutecznie. Pozostał też bezstronny politycznie – nie angażował się w działalność żadnej partii.
    Starał się zapobiegać wszelkim zagrożeniom, głównie antysemickim, które czyhały na wieruszowskich Żydów ,
    np. zbierał pieniądze na łapówki i utrzymywał nieoficjalne kontakty z organami władzy, by być na bieżąco zorientowanym
    w sytuacji.
    W 1931 roku przyjechał do Wieruszowa były rabin miasta – admor z Pilicy Chenoch Gad Justman. Wspólnie z rabinem Orenbachem dążyli do założenia Sefsei Cadik – jesziwy ku czci Pinchasa Menachema Justmana. Połączone siły, wsparte autorytetem Admora, dały pozytywny efekt – powstała dwuklasowa jesziwa,
    w której uczyło się około 70 studentów. Rabin Orenbach od czasu do czasu osobiście egzaminował uczniów.


    W połowie kwietnia 1935 roku rabin zaczął poważnie chorować. Umarł po około dwóch miesiącach – w sobotę 6 lipca 1935 roku. Na zorganizowany następnego dnia pogrzeb przybyli wszyscy okoliczni rabini i wielka rzesza ludzi.
    Rabin Abraham Mendel Orenbach pozostawił po sobie żonę, utrzymującą się odtąd z renty od gminy żydowskiej oraz sześcioro dzieci – czterech synów i dwie córki. Jego synowie – Michał (kierownik banku i przedsiębiorca wieluński), Eleazar, Leib
    i Symeon oraz zięciowie – Jakub Kępiński z Praszki i Mosze Eliezer Kliger (ostatni formalny rabin Wieruszowa) to uczeni Tory, chasydzi i ludzie czynu. Wszyscy zostali zamordowani w czasie wojny.

    Opracowała Urszula Szot

  • Rodzina Icka Hersza i Dory Piernikarz

    Dorcia/Dora Piernikarz z domu Freilich była przed wojną
    – mimo swej niepełnosprawności –  zadowoloną z życia, szczęśliwą kobietą. W sierpniu 1918 roku poślubiła Icka Hersza, który przyjechał do Wieruszowa ze Zduńskiej Woli,
    aby pobierać nauki u znanego rabina Szaula Zilbermana.
    Icek Piernikarz został ortodoksyjnym nauczycielem
    w wieruszowskim chederze, zajmował się też rozprowadzaniem gazet. Przez trzy lata po ślubie mieszkali w Pichlicach,
    a w 1922 wrócili do Wieruszowa – najpierw na ul. Ciasną 7/3, później na ul. Pocztową 6/4. Dorcia nie musiała się niczym martwić, bo to cieszący się szacunkiem w lokalnym środowisku mąż utrzymywał rodzinę. Ona dbała o dom i dzieci
    – Miriam/Manię, Chaima i Zośkę/Zyslę Noemi.

    Wybuch wojny wszystko zmienił. Już w sobotę drugiego września, podczas brutalnego gromadzenia mieszkańców miasta w Podzamczu, ginie, zastrzelony przez Niemców, 18-letni Chaim. Rodzina, zwłaszcza matka, bardzo przeżywa tę stratę. Pogarszające się z dnia na dzień warunki życia nie pomagają
    w odzyskaniu równowagi. Na domiar złego w połowie 1940 Icek Hersz, mąż Dory, zostaje wysłany do obozu pracy pod Poznań,
    jak wielu wieruszowiaków.

    Brak informacji o losie męża dobija Dorcię. Nie radzi sobie.
    Kiedy wraz z córkami zostaje przeniesiona do getta
    na ul. Zamkową 2, to 16-letnia Zośka praktycznie przejmuje rolę głowy rodziny. Opiekuje się zobojętniałą, apatyczną matką
    i starszą, 22-letnią siostrą Manią.

    Koresponduje z ukrywającą się w Paryżu ciotką Rosą, siostrą ojca, dziękując jej za paczki żywnościowe, prosząc o choć trochę herbaty i kawy, które będzie można sprzedać i kupić chleb.
    Nigdy się nie dowie, że dziadkowie zginęli w łódzkim getcie,
    a ojciec – w Auschwitz. 

    W sierpniu 1942 Dora Piernikarz nie chce się ruszać z getta.
    Ta 42-letnia kobieta sprawia wrażenie obłąkanej.
    Umiera zamordowana w mykwie, a jej córki kilka dni później giną  zagazowane w Kulmhof.

    Opracowała Urszula Szot

  • Pesa Jakubowicz

    Pesa Jakubowicz, żona dobrego krawca z ul. Piłsudskiego,
    dwa dni temu urodziła synka – Szmula. Jest bardzo głośny…
    Pesa, zmęczona, patrzy na niego z czułością i widzi
    w wyobraźni, jak za parę lat o tej porze będzie bawić
    się chanukową zabawką – drejdlem, drewnianym bączkiem
    i zajadać „chanuke gelt” – czekoladowe pieniążki.
    W tym roku, na szczęście, jej mama zajęła się przygotowaniem wszystkiego. Nie śpią też jeszcze u Widawskich – Brucha,
    jej mąż Szmul i ich czterej synowie: Berek, Abram, Majer i najmłodszy Jakob, niedawno wrócili z kolacji wigilijnej u Pelagii
    i Stefana Frankowskich. Żyją w jednym domu, są dla siebie
    jak rodzina, to i świętują razem. Jutro wieczorem wszyscy razem zjedzą kolację chanukową. Prezenty są symboliczne,
    bo się nie przelewa. Pod choinką znaleźli je tylko najmłodsi:
    8-letni Jakob, nazywany przez przyjaciół Jankiem lub Kubą, Zenek i 4-letni Józio. Z okazji Chanuki jest podobnie… W środę 25 grudnia po zachodzie słońca, w każdym wieruszowskim oknie widać blask – albo choinki, albo pierwszej z ośmiu chanukowych świec, słychać radosne kolędy albo chanukowe pieśni…

    Opracowała Urszula Szot

  • Lea Kohn

    Lea/Łaja urodziła się 20 lipca 1915 roku w Wieruszowie. Jej ojciec Godel urodził się w Działoszynie w 1889 roku. Poślubił Hanę Mirlę Pankowską, urodzoną w 1892 roku w Praszce.
    Zaraz po ślubie (1913) zamieszkali w Wieruszowie na ul. Pocztowej 2/2 (dziś: Mickiewicza), w kamienicy krewnego Hany – Szymona Pankowskiego.
    Godel był kupcem towarów galanteryjnych – sprzedawał bieliznę
    i ubrania. Lea była ich najstarszym dzieckiem. Kolejne to: Abram (ur. 1916), Fiszel (1917) i Ruchla Hinda (1919).
    Pierwsza tragedia spotkała rodzinę w październiku 1920 roku
    – w wieku 3 lat zmarł syn, Fiszel. Potem zachorowała mama
    – Hana Mirla i również zmarła. Nie ma informacji, co było przyczyną jej śmierci, w wieruszowskiej dokumentacji nie ma
    też jej aktu zgonu, dlatego podejrzewam, że mogła umrzeć
    w rodzinnym domu w Praszce. Najstarsza Lea miała wtedy 7 lat.
    W sierpniu 1922 roku Godel poślubił kuzynkę zmarłej żony, córkę Szymona Pankowskiego – Frymetę. Była od niego młodsza
    o 12 lat. Mieli czworo dzieci: Ezera (1924), Wolfa (1926), Gitlę (1928) i Fajgę (1930).
    Lea była z zawodu krawcową. Prowadziła nawet własną działalność, rejestrując ją w 1934 roku. W 1936 roku poślubiła Dawida Kohna z Kępna.
    Zamieszkali w Kępnie na ul. Piłsudskiego 4. W 1937 roku urodziła się im córeczka Leiden. Nie wiadomo, co stało się z Dawidem
    w chwili wybuchu wojny, ale wiadomo, że Lea z córeczką wróciły do Wieruszowa. Sytuacja całej rodziny była tragiczna,
    bo kamienica Pankowskich, w której mieszkali, została spalona przez Niemców już 3 września 1939 roku.
    Jest możliwe, że znaleźli schronienie u innego krewnego, Moszka Hersza na ul. Piłsudskiego (Warszawskiej).
    13 października 1941 roku wszyscy zostali zamknięci w getcie – Godel (52 lata), jego żona Frymeta (40 lat), starsze dzieci: Lea
    (26 lat) i jej córeczka Leiden (4 lata), Abram (25 lat) i Ruchla Hinda (22 lata) oraz młodsze: Ezer (17 lat), Wolf (15 lat), Gitla (13 lat)
    i Fajga (11 lat).
    Około 20 sierpnia cała dziesiątka znalazła się w transporcie do Kulmhof, gdzie zostali zagazowani…

    Opracowała Urszula Szot

    Lea Kohn
    Od lewej: Ruchla Hinda (1919-1942), Lea/Łaja (1915-1942) i Leiden (1937-1942).