Kościół i Klasztor Ojców Paulinów istnieje nad Prosną od 1401 roku. Kilkakrotnie zmieniał swój kształt, stając się od początku XIX wieku głównym kościołem miasta. Tu, w czasie wizytacji w 1673 roku, zmarł ojciec Augustyn Kordecki. W 1865 roku, wskutek kasacji zakonu paulińskiego, parafię przejęli księża diecezjalni. W latach 20. i 30. XX w. w zachodniej części klasztoru mieściły się sale szkoły powszechnej i mieszkanie kościelnego. Na piętrze mieszkał ksiądz proboszcz i ksiądz wikary oraz organista.
Od momentu wybuchu wojny ilość nabożeństw była stopniowo ograniczana, aż do października 1941 roku, kiedy to aresztowano księży, kościół zamknięto i zamieniono na magazyn – gromadzono tam m.in. bele papieru, zboże i ziemniaki. Na piętrze w klasztorze mieszkał m.in. Niemiec Lange – sekretarz sądu, a na parterze urządzono szpital miejski dla ludności cywilnej, mieszkania prywatne dla Niemców i przytułek dla starszych. 5 października 1941 roku, w niedzielę, wszystkich Żydów z miasta wypędzono z ich domów. Wolno im było zabrać tylko tyle, ile uniosą w rękach. Około 2 tysiące osób stłoczono w kościele i na dziedzińcu klasztornym – niemal pod gołym niebem. Przez kilka kolejnych dni dostawali tylko po kawałku czarnego chleba i odrobinę wody do picia dziennie. Nie mieli dostępu ani do wody, ani do ubikacji. W ciągu kilku dni warunki higieniczne stały się katastrofalne. Gdy wysiedlono Polaków z rejonu ulic: Zamkowa, Kilińskiego, Nadrzeczna, oraz ukończono budowę płotu i budynku wachty, wszystkich Żydów zabrano z terenu kościoła i rozmieszczono w getcie. Był poniedziałek, 13 października 1941 roku.
Ponownie na około tydzień znaleźli się tu Żydzi w sierpniu 1942 roku, w czasie likwidacji getta. Stąd zabrano ich na śmierć do mykwy i obozu zagłady Kulmhof.
Opracowała Urszula Szot
Widok na kościół i klasztor od strony Prosny, okres międzywojenny Wojenny widok Kościoła i Klasztoru Ojców PaulinówWspółczesny widok na Kościół św. Ducha i Klasztor Ojców Paulinów
W budynku znajdującym się w południowo-zachodnim narożniku Rynku, dziś – u zbiegu ulic Zamkowej i Braci Polaków, przed wojną – ul. Zamkowa 1, mieściła się szkoła i spora biblioteka dla ortodoksyjnych wyznawców judaizmu, zwanych w Wieruszowie „pejsiakami”. Kamienica została zbudowana na początku XX wieku przez kupca Joska Mokrskiego. Przed II wojną mieszkał tu m.in. jego wnuk Moszek z rodziną oraz córka Gołda Ryfka z mężem Abramem Orenbachem – rabinem Wieruszowa od 1923 roku aż do swej śmierci w 1935 roku. Założenie biblioteki na początku XX wieku nie było takie proste – trzeba było dużo odwagi, aby ją zorganizować. Bogobojni, starsi Żydzi widzieli wtedy w książkach – oprócz modlitewników – zagrożenie.
Otwarcie pierwszej, nowoczesnej biblioteki, żydowski Wieruszów świętował w czerwcu 1916 roku. Przygotowano staranne zaproszenia, stawiła się młodzież, w tym także religijni studenci z bejt midraszu.
Sukces był na tyle znaczący, że odtąd organizacja czy partia, która chciała się rozwijać i szukała drogi do serc mieszkańców (szczególnie młodych), uznawała, że najlepszą drogą będzie książka – to była „tajna broń”. Wraz z poszerzaniem się kręgu czytelników, pojawiały się kompleksowe działania kulturalne – wykłady, przedstawienia teatralne, wieczornice i inne. Przed 1939 rokiem było w Wieruszowie pięć dużych (jak na owe czasy) żydowskich bibliotek, gromadzących około 10 tysięcy tomów (głównie w języku jidysz), co daje dwie książki na mieszkańca – nie licząc świętych ksiąg i modlitewników.
Z zachowanych zapisów wynika, że na początku XVII wieku władze miejskie miały swoją siedzibę w ratuszu, wznoszącym się na centralnym placu miasta. Oczywiście – pełnia władzy należała do dziedzica Wieruszowa, który decydował, który z przedstawionych przez mieszkańców kandydatów zostanie burmistrzem. Ratusz ten był z pewnością budynkiem drewnianym. Po kolejnym pożarze w 1696 roku na Rynku wybudowano nowy ratusz, który był siedzibą władz do 1806 roku, do kolejnego pożaru. Wszystko wskazuje na to, że go już nie odbudowano. Na początku XX wieku, jeszcze w czasie I wojny światowej, na potrzeby władz został zakupiony od kupca Wołka Szai piętrowy budynek w południowo-wschodnim narożniku Rynku. Przedwojenny budynek Magistratu (Rady Miejskiej) na Rynku miał numer 9. Główne biura znajdowały się na piętrze, a na parterze miał swoją siedzibę Komisariat Policji. W latach 1919-1928 burmistrzem miasta był Leonard Rojewski. Przez kolejne dwa lata funkcję tę pełnił Jan Grodek. Jego zastępcą był przedstawiciel społeczności żydowskiej, dr Zygfryd Mühlbauer, przez kilka miesięcy pełniący nawet funkcję burmistrza. Od 1930 roku do wybuchu wojny burmistrzem był Wincenty Polak. Od 1919 do wybuchu wojny w 1939 roku, jednym z radnych miejskich był powszechnie szanowany kupiec Mordka Behagen, jeden z fundatorów mostu na Brzeźnicy. Każdorazowo w skład rady miejskiej wchodzili przedstawiciele społeczności żydowskiej (6 osób na 20).
Opracowała Urszula Szot
Urzędnicy miejscy przed budynkiem magistratu na przełomie 1916 i 1917 roku Budynek magistratu w okresie międzywojennym Zniszczony budynek magistratu we wrześniu 1939 rokuSpalony w pierwszych dniach września 1939 roku południowo-wschodni narożnik Rynku
Przed wybuchem II wojny światowej większość domów w Rynku wieruszowskim należała do bogatych Żydów (21 numerów spośród 29). Byli właścicielami sklepów, które znajdowały się od frontu budynków lub wynajmowali lokale na sklepy oraz mieszkania w swoich kamienicach – Żydom i Polakom.
W latach 30. XX wieku zaopatrzyć się można tu było w niemal wszystko: były tu m.in.: drogeria, papierniczy, żelazny, cukiernia, cztery piekarnie, dwa spożywcze („kolonialne”), sześć „łokciówek”, pasmanteria, cztery restauracje, krawiectwo, szewstwo, rzeźnictwo… – i to wszystko w Rynku! Dodatkowo jeszcze w pierwsze poniedziałki miesiąca odbywały się w Rynku jarmarki, a w każdą środę i piątek – targi. Dookoła centralnego skweru z pomnikiem św. Floriana, rozkładano stragany – kryte i prowizoryczne, ustawiały się furmanki z produktami ze wsi. Na straganach rzeźniczych – po północnej stronie Rynku, oprócz mięsa i wyrobów wędliniarskich, można było kupić gorącą kiełbasę i herbatę – prosto z samowara.
W północno-wschodniej części Rynku stała popularna budka p. Piotra Mocha. Handlował w niej słodyczami domowej roboty, landrynkami na wagę i lodami, a dla dorosłych były tu papierosy na sztuki, tytoń i tabaka, piwo i podpiwek. Pod budką spotykali się znajomi, żeby omówić bieżące wydarzenia, wymienić się wiadomościami, robić „interesy”, czasami poplotkować.
Po północnej stronie Rynku, na wprost wylotu ul. Farnej (dziś: Jana Pawła II), mieściła się stacja benzynowa w formie pompy, funkcjonująca jeszcze we wrześniu 1939 roku. F. Klepfisz z Sosnowca wystąpił o pozwolenie wybudowania spacji benzynowej w grudniu 1929 roku. Jej projekt został zatwierdzony w lutym 1930 roku i mówił m.in. o pompie ze zbiornikiem o pojemności 2 tys. litrów. To niedużo, ale dla kilku samochodów i autobusu – wystarczająco. W umowie była też specjalna klauzula: „urządzenie stacji benzynowej firma winna wykonać w ten sposób, aby zbyt silnym zapachem benzyny lub z innych przyczyn nie przeszkadzało mieszkańcom sąsiednich domów”. Krótko po otwarciu, we wrześniu 1930 roku, Klepfisz sprzedał stację firmie „Karpaty. Sprzedaż Produktów Naftowych” ze Lwowa, oddział w Kaliszu.
Kierownikiem stacji był Icek Lajb Pankowski (ur. 1886), zamieszkały z rodziną najpierw na ul. Wrocławskiej 10/4, a od kwietnia 1935 – na ul. Piłsudskiego 8. Jego najważniejszym klientem był Herszlik Gliksman, właściciel przedsiębiorstwa transportowego, m.in. autobusu „Mewa”. Drugiego września 1939 roku cała wschodnia ściana Rynku, dwa budynki na ścianie południowej i trzy kamienice na stronie północnej, zostały spalone przez Niemców. Do wiosny 1940 roku ruiny zostały – na rozkaz Niemców – uporządkowane głównie przez Żydów, choć zmuszeni byli pracować też Polacy.
Opracowała Urszula Szot
Przedwojenny targ: stragany po wschodniej stronie RynkuPrzedwojenny targ – furmanki po zachodniej stronie Rynku Budka p. Mocha na tle północnej strony Rynku Spotkanie przy budce p. Mocha Usytuowanie stacji benzynowej na RynkuSzkic pompy paliwowejRóg wschodniej i południowej strony Rynku przed wojną Wschodnia strona Rynku w pierwszych dniach września 1939 roku; widoczna jest pompa paliwowa i budka p. Mocha
W czasie pierwszej wojny światowej młodzi Polacy z drużyny piłkarskiej włączyli swoich żydowskich sąsiadów do wspólnej gry. Bardzo się to nie podobało religijnym żydowskim rodzicom – nie mieściło im się w głowie, że żydowscy chłopcy mają grać w piłkę nożną. Nawet któregoś popołudnia złożyli im „wizytę” w czasie meczu na Pasterniku i rozpędzili z krzykiem.
Wtedy młodych sportowców wzięła pod swe skrzydła Organizacja Syjonistyczna. Zorganizowała im siedzibę w wynajętym mieszkaniu w domu Piotra Jakubowskiego, na ul. Piskorskiej 25. Powstała pierwsza drużyna piłkarska, która – już po I. wojnie, organizowała zawody z grupami żydowskimi i polskimi z pobliskich miejscowości.
W 1926 roku, staraniem głównie Pinkusa Gliksmana, fryzjera z ul. Nowy Świat 4, zostało oficjalnie zarejestrowane „Żydowskie Towarzystwo Gimnastyczno – Sportowe Bar-Kochba”. W skład Towarzystwa wchodziły: klub sportowy, organizacja młodzieżowa, zespół teatralny i orkiestra. Towarzystwo posiadało też własną bibliotekę oraz sztandar. Całkowita liczba jego członków osiągnęła 145 osób. W 1933 roku na czele klubu sportowego Bar-Kochba stał 5-osobowy zarząd. Przewodniczącym był Josek Gottheiner, kupiec z ul. Piłsudskiego 10, zastępcą – Pinkus Gliksman, sekretarzem – Henoch Procel, szewc z ul. Pocztowej 7, skarbnikiem – Jakub Russek, kupiec z Rynku 22, z gospodarzem klubu – Mendel Dawidowicz, szewc z ul. Piłsudskiego 4/3.
Członkami honorowymi, wspierającymi działalność klubu i całego Stowarzyszenia, byli szanowani obywatele miasta: Zygfryd Mühlbauer – lekarz i członek zarządu miasta, Herman Roth – bogaty kupiec oraz Dawid Finkiel – technik dentysta i drogerysta (właściciel drogerii).
Wybory zarządu klubu odbywały się co 6 miesięcy, ale wybrany pod koniec 1937 roku zarząd działał aż do września 1939 roku. Zasiadali w nim: Pinkus Gliksman, fryzjer z ul. Nowy Świat 4, jako prezes, Chaim Szlama Szwarcbart, krawiec z Rynku 5/6, jako wiceprezes, Froim Majerowicz, kupiec z ul. Wrocławskiej 6/4 – jako skarbnik, jego, mieszkający w tej samej kamienicy kuzyn Herszlik Majerowicz – jako sekretarz, Aron Josek Russek, ślusarz i kupiec z ul. Piłsudskiego 6/1 – jako referent sportowy oraz jako członkowie zarządu: Lipman Icyk, piekarz z ul. Piłsudskiego i Juda Ezer, fryzjer i kupiec z ul. Piłsudskiego 24a/3.
Opracowała Urszula Szot
Drużyna piłkarska Bar-Kochba Drużyna piłkarska Bar-Kochba Drużyna piłkarska Bar-Kochba Członkowie Towarzystwa na wycieczce w Grzeście – folwarku Fajwela Gliksmana Członkowie Bar-Kochby w dniu poświęcenia sztandaru (1929) Działacze Bar-Kochby
Na ulicy Piskorskiej znajdowała się w latach 20.XX w. szkoła żydowska, prowadząca dobrowolne, popołudniowe kursy religijne dla dziewcząt w wieku 6 – 14 lat i 14 – 20 lat. W latach 30. uczęszczało na nie ok. 100 dziewcząt. Szkołę prowadziła syjonistyczna organizacja Agudas Israel. Kierowniczką szkoły była Sura Zimnowoda.
Na początku lat 30. organizacja zmieniła siedzibę na ul. Farną 1 (dziś: Jana Pawła II), a w końcu na ul. Klasztorną 15. W sierpniu 1934 roku starsze dziewczęta uczestniczyły w zjeździe młodzieży żeńskiej, zorganizowanym w sali Straży Pożarnej w Wieruszowie. W zjeździe uczestniczyło oficjalnie 131 delegowanych osób – z Wieruszowa, Wielunia, Bolesławca, Praszki i Lututowa.
Budynek, w którym prawdopodobnie pierwotnie mieściła się szkoła
Wśród wielu wieruszowskich chederów – szkół religijnych dla młodszych chłopców, najdłużej, bo ponad 30 lat, działał cheder Endzela/Enzela Szwarca. Mieścił się w mieszkaniu mełameda / nauczyciela początkowo w Rynku 10, później na ul. Piskorskiej 4. Utrzymywany był przez gminę żydowską.
Pierwszą koncesję na prowadzenie chederu otrzymał Szwarc od władz oświatowych w 1903 roku. Kolejną – w 1922 roku. Wniosek o pozwolenie na prowadzenie szkoły powtórzył w 1933 roku, prawdopodobnie wskutek zmiany adresu. Zajęcia polegały m.in. na nauce czytania po hebrajsku z elementarza Reszit Daat oraz z Księgi Kapłańskiej, a także na mechanicznym tłumaczeniu tej ostatniej. W szkole obowiązywały też przedmioty świecie: język polski, rachunki, historia i geografia Polski oraz przyroda.
Rok szkolny w chederze Enzela Szwarca trwał od 19 sierpnia do 15 czerwca, a przyjmowano tam chłopców w wieku od 5 do 13 lat. Spędzali w szkole większość dnia, a kształcenie trwało 8 lat. Sam Szwarc zdobył wykształcenie w znanej i cenionej w regionie szkole rabina Zilbermana w Wieruszowie. W 1902 roku poślubił Cyprę Dwojrę Szczupak z ul. Piłsudskiego. Mieli troje dzieci. On (56 lat), jego żona (63 lata), syn Szmul (23 lata) i od dwóch lat zamężna, ciężarna córka Estera (25 lat) – zginęli, zamordowani w pierwszych dniach września 1939 roku.
Opracowała Urszula Szot
Nauka w chederze z latach 20. XX wieku, nazywanym „religijną szkołą życia” Nauka w chederze z latach 20. XX wieku, nazywanym „religijną szkołą życia” Współczesny widok domu, w którym Enzel Szwarc wynajmował mieszkanie i prowadził cheder
Przy ul. Piskorskiej 154, po zmianie numeracji – nr 6, w domu Izraela Lewi i Moszka Szczupaka, od początku lat 20. XX wieku (decyzja: 04.09.1924) funkcjonował dom modlitwy – sztybel. Gromadzili się tu wieruszowscy chasydzi z Ger (Góra Kalwaria). Sala ta służyła także jako szkoła religijna – Talmud-Tora. Chasydyzm (z hebr. – pobożni, bogobojni, czyści, uczniowie cadyków) był to ruch religijny lub pobożnościowy o charakterze mistycznym, powstały w łonie judaizmu. Głosił „zwalczanie” zła – dobrem, a przywódcy – cadykowie / rebbe nauczali, że Boga należy chwalić nie poprzez umartwianie się i ascezę, ale poprzez mądre i radosne korzystanie z życia i darów, jakie z sobą niesie. Pobożność w tym ujęciu była afirmacją życia. Wynikała stąd forma czczenia Boga poprzez taniec i śpiew, a także, charakterystyczna dla chasydów, forma modlitwy ekstatycznej, prowadzącej do stanu radosnego uniesienia i zachwytu. Taka modlitwa powinna człowiekowi przynieść radość i pogodę ducha, co oznaczało zespalanie się z Bogiem. Nie wykluczało to kontemplacji i nieustannej służby Bogu, która wypełniała całe życie chasyda. Wieruszowscy Ocaleni wspominają: „Trudno opisać „specyficzną” atmosferę tego chasydzkiego domu, w którym każdy centymetr powierzchni jest pełen ludzi, pachnących Torą i budzących podziw. Spośród około 300 modlących się, wielu było uczonymi w Torze, biegłymi w Misznie i prawie, o gruntownej wiedzy. Głos Tory i psalmów chasydzkich nigdy tam nie zamierał. „Wszechmocnym” władcą tego potężnego imperium Tory był rabin Abraham Działowski”. Abram Działowski (1875 – 1942) był kupcem; pochodził z Lututowa, a w Wieruszowie mieszkał od 1926 roku. Wspólnie z zegarmistrzem i złotnikiem – Ezrą Ezerem, był właścicielem jednopiętrowej kamienicy przy ul. Farnej 1. Najgorliwsi wieruszowscy chasydzi jeździli do Góry Kalwarii (Ger), do swojego duchowego przywódcy – Rebbe na większe święta, a niektórzy nawet raz w miesiącu na Szabat. Natomiast w latach 1915- 1917 to do Wieruszowa zjeżdżali chasydzi, bo tu zamieszkał Rebbe Justman.
Wśród chasydów popularna była piosenka: „Jadą chasydzi do Góry, do Góry / Stare, młode i bachury (tj. młodzieńcy). (…) Chociaż w domu wszystko mają / A do Góry uciekają…”.
Opracowała Urszula Szot
Plan sytuacyjny chasydzkiej „modlitewni” przy ul. PiskorskiejJeden z przedwojennych przywódców – cadyków z Góry Kalwarii Abraham Mordechaj AlterWspółcześni chasydzi w czasie modlitwy i tańca z TorąWspółczesny widok domu, w którym mieściła się chasydzka sala modlitw
Synagoga (zgromadzenie, miejsce zebrań) to żydowski dom modlitwy – miejsce modlitw i zgromadzeń religijnych, również miejsce zebrań społecznych gminy żydowskiej.
W języku polskim pojęcie to często zastępowane było słowem: bożnica/bóżnica, co wskazywało, że jest to miejsce poświęcone Bogu. Było to miejsce wielofunkcyjne – nie było ono tylko miejscem modlitw i nabożeństw, lecz także miejscem studiowania Tory i Talmudu, salą zebrań, a często też siedzibą gminy żydowskiej. Synagogi w dawnej Polsce mieściły różne urzędy gminne: kancelarię, archiwum, pomieszczenia sądów rabinackich, skarbiec, a nawet koszerną stołówkę i schronisko z noclegownią. W synagodze nie składa się ofiar, nie oddaje czci obrazom czy posągom. Nie jest ona również świątynią w pojęciu chrześcijańskim. W judaizmie jedyną i prawdziwą świątynią, w której służbę ofiarniczą sprawowali kapłani, była Świątynia Jerozolimska, zburzona przez Rzymian w 70 r. n.e. W 1822 roku, kiedy w Wieruszowie mieszka już prawie 300 Żydów (około 20% ogółu ludności), otrzymują oni pozwolenie na stworzenie samodzielnej gminy wyznaniowej (kahału). Oznacza to, że – zgodnie z prawem zapisanym w Talmudzie – muszą posiadać własną synagogę, sąd, cmentarz, łaźnię (mykwę), rytualną rzeźnię, szkołę religijną, szpital-przytułek i instytucje dobroczynne. Synagoga – bóżnica mieści się już wtedy w tym samym miejscu, które znamy z późniejszych przekazów. Ma dość skromny wystrój – w wykazie z 1855 roku podano: „było wśród sprzętów liturgicznych 6 Rodałów, 8 lichtarzy mosiężnych, 4 firanki przed Torą, ubiór do Rodału, blachy srebrne, 10 ławek”. Rodał to ręcznie spisany na pergaminie w języku hebrajskim tekst Pięcioksięgu Mojżeszowego – Tory w formie zwoju. Nawinięty jest na wykonane z drewna i metalu wałki. Niemal na pewno niszczy ją pożar miasta w 1878 roku. Zostaje odbudowana na starych fundamentach, podobnie jak znajdująca się obok szkoła (bejt ha-midrasz). Stojąca wcześniej obok mykwa zostaje przeniesiona nieco dalej na południe, bliżej zejścia do Prosny.
O dużym znaczeniu społeczności żydowskiej w Wieruszowie może świadczyć fakt umieszczenia jej symbolu – synagogi na pierwszych widokówkach miasta z około 1910 i 1914 roku. Dzięki tym obrazom wiemy, jak wyglądała synagoga odbudowana po pożarze miasta w 1878 roku. Z kolei dzięki dokumentom ubezpieczeniowym z 1906 roku wiadomo, że była wybudowana z cegły, kryta blachą i miała wymiary 22,6 m x 12,5 m x 6 m. Mowa jest tam o parterze i piętrze. Piętro to prawdopodobnie galeria wokół pomieszczenia, przeznaczona przede wszystkim dla kobiet – tzw. babiniec.
Po prawej stronie synagogi (od południa) stoi budynek szkoły religijnej – bet ha-midrasz. Było to miejsce przeznaczone do studiów talmudycznych dla chłopców i dorosłych mężczyzn i mogło się mieścić w samej synagodze lub w oddzielnym pomieszczeniu lub budynku. Czasami bet midrasz pełnił także funkcję noclegowni dla przyjezdnych pobożnych Żydów. Zajmowano się w nim również pomocą biednym studentom jesziw. Każdy bet midrasz zaopatrzony był w księgozbiór, do którego wolny dostęp mieli wszyscy członkowie gminy. Pierwszy oddzielny bet midrasz w mieście został założony przez jednego z bogatych i znaczących Żydów wieruszowskich – Mordechaja/Mordkę Hillera Banasza około 1869/70 roku. Mężczyźni mogli się tu gromadzić, by wysłuchać nauczania i wyjaśnień z dziedziny prawa żydowskiego (halachy). Wykształceni rabini przede wszystkim tu prowadzili swoje jesziwy. Bet midrasz był także miejscem spotkań i życia towarzyskiego w sztetlu/żydowskim miasteczku. Jak wspominali Ocaleni – „to zawsze jest miejsce dla uczonych Tory – aż do naszych czasów modliliśmy się tam w około 20 minjanach (minjan to tzw. kworum modlitewne, składające się z 10 dorosłych mężczyzn)”.
23 czerwca 1919 roku synagoga, podobnie jak duża część miasta, została ostrzelana przez oddziały Grenzschutzu. Według danych ubezpieczeniowych została zniszczona w około siedemdziesięciu procentach. Istnieje fotografia pokazująca prawdopodobnie jej generalny remont po tym bombardowaniu. Widać na niej okazałe wejście od strony ul. Wrocławskiej, którego nie było na wcześniejszych widokówkach. W połowie lat trzydziestych synagoga przeszła gruntowny remont. Inicjatywa pochodziła od władz miejskch, które sugerowały, aby wszystkie budynki w mieście miały podobną formę zewnętrzną – piękną, z ozdobami. Odmalowano więc budynek, postawiono nowy metalowy płot z ozdobną bramą – ze stylizowanym znakiem menory. Przy okazji postanowiono odnowić wnętrze synagogi. Praca została przekazana artyście malarzowi, wieruszowianinowi Mosze Ezerowi (absolwentowi francuskiej szkoły artystycznej). Synagoga „zniknęła” z mapy Wieruszowa w czasie drugiej wojny światowej.
Nie ucierpiała zbytnio w czasie ostrzału artyleryjskiego 1 września 1939, ale – jak 60% miasta – została podpalona miotaczem ognia w niedzielę 3 września. Istnieje zdjęcie pokazujące, że jest cała – choć są wybite szyby – w czasie przeprawy wojska niemieckiego przez uszkodzony most 2 września 1939. Na kolejnych zdjęciach, z kolejnych dni września, budynek jest już wypalony i pozbawiony dachu. Po zakończeniu kampanii wrześniowej Niemcy przystąpili do porządkowania gruzów. Zniszczone budynki były rozbierane, cegły – dokładnie czyszczono. Zajmowali się tym przede wszystkim Żydzi. Do początków 1940 roku rozebrali też synagogę. Metalowy płot i bramę z elementami stylizowanej menory Niemcy wykorzystali jako ogrodzenie przy siedzibie żandarmerii na ul. Warszawskiej 54. Po wojnie plac po synagodze był pusty. Z czasem zorganizowano tu niewielki skwerek.
Do lat 90. widoczne były jeszcze fragmenty fundamentów. Pod koniec lat 90. wybudowano na tym miejscu okazały budynek, niemal dokładnie wpisujący się w rozmiary przedwojennej synagogi.
Opracowała Urszula Szot
Widokówka z 1910 roku, przedstawiająca charakterystyczne punkty miasta Synagoga na widokówce z 1910 rokuSynagoga w remoncie po ostrzale w 1919 rokuWidok synagogi 2 września 1939 rokuWidok synagogi po 3 września 1939 roku, kiedy to Niemcy spalili 60% miasta Skwer na placu po synagodze w latach 60. XX wieku Współczesny budynek wpisujący się w rozmiary przedwojennej synagogi
Początki W pierwszych dniach października 1941 roku Wieruszowianie zwrócili uwagę, że żandarmeria wraz z miejscowymi volksdeutschami porządkuje kościół wieruszowski, wcześniej dokładnie zrabowany i zamieniony na magazyn. Wynoszą z niego bele papieru i ładują je na auta.
5 października, w niedzielę, wszystkich Żydów z miasta wypędzono z ich domów. Wolno im zabrać tylko tyle, ile uniosą w rękach. A oni w tym czasie przygotowywali się do skromnego obchodzenia święta Sukkot (Święta Namiotów)! Niemcy bardzo często rozpoczynali różne akcje przeciw Żydom właśnie w dni ich świąt religijnych. To były nie tylko kpiny z obrzędów, ale także dodatkowe szykany wobec głęboko wierzących. Tak było i tym razem. Obchody tygodniowego Sukkot polegają na tym, że Żydzi część każdego dnia spędzają poza domem, w specjalnie przygotowanych szałasach/namiotach, zwanych też sukami/kuczkami, przykrytych gałęziami tak, aby było przez nie widać niebo. Upamiętniają w ten sposób wędrówkę Izraelitów przez pustynię po ucieczce z Egiptu.
Co się dzieje w Wieruszowie w niedzielę, pierwszy dzień święta Sukkot 1941? Wszyscy Żydzi – około 2 tysiące osób – zostają stłoczeni w kościele i na dziedzińcu klasztornym – niemal pod gołym niebem. Jakby stwarzano im warunki do dosłownego przeżywania Sukkot…
Przez kilka kolejnych dni dostają tylko po kawałku czarnego chleba i odrobinę wody do picia. Nie mają dostępu ani do wody, ani do ubikacji. W ciągu kilku dni warunki higieniczne stają się katastrofalne. Tymczasem w mieście trwa wysiedlanie rodzin polskich z tej części miasta, gdzie ma powstać getto. Rodziny polskie są lepiej traktowane, gdyż mogą wszystko, co posiadają, zabrać do nowego mieszkania. Pozwolono im zajmować mieszkania pożydowskie lub mogą dokwaterować się do swych rodzin
Po wysiedleniu polskich rodzin, przystąpiono do grodzenia części miasta w rejonie ulic Kilińskiego, Zamkowej i Nadrzecznej (wg relacji Icka Pankowskiego płot stawiano także później). Lokalizacja ta jest dla Niemców bardzo wygodna, gdyż 40% granicy getta stanowi Prosna, z której później Żydzi mogą czerpać wodę. Pozostałą część granicy getta stanowi płot wykonany z pali drewnianych, do których gęsto przybity jest drut kolczasty. Do getta prowadzi główna brama zlokalizowana na ulicy Kilińskiego (na przedłużeniu dzisiejszej ul. Braci Polaków), przy której ustawiono barak przeznaczony na wachtę pełnioną przez żandarma. Gdy ukończono budowę płotu i budynku wachty, wszystkich Żydów zabrano z terenu kościoła i rozmieszczono w getcie. Jest poniedziałek, 13 października 1941 roku… Właśnie skończyło się Święto Namiotów, a rozpoczęła się Simchat Tora – Dzień Świętowania Tory…
Funkcjonowanie
Za ogrodzeniem, z zakazem opuszczania getta, znalazło się prawdopodobnie około dwa tysiące osób z Wieruszowa i okolic, a przez jego teren przewinęło się przez niecały rok istnienia prawdopodobnie około 3,5 tysiąca Żydów. Ta liczba jest płynna, bo niemal codziennie wysyłano sprawnych mężczyzn i kobiety przede wszystkim do obozów pracy pod Poznaniem i do getta w Łodzi. Ilość przydziałowego chleba w getcie nie przekracza przeważnie 20 dkg na osobę dziennie (to około pół małego chleba). Chleb jest czarny i mało pożywny. Oprócz chleba, na kartki można kupić brukiew, kalarepę, rzepę i buraki. Trudniej dostępna jest kapusta, a jeszcze bardziej ziemniaki. Przydziały kartofli czasami nie są małe, ale często większość z nich nie nadaje się do jedzenia. Nie wszyscy jednak mają nawet tę niewielką sumę pieniędzy, która jest potrzebna do wykupienia żywności na kartki. Ci, którym brakuje pieniędzy, część kartek sprzedają, ażeby kupić żywność za pozostałe. Kto ma ze sobą trochę pieniędzy, szybko je przejada. Kto ich nie ma, wyprzedaje wszystko, do ostatniej koszuli włącznie.
Istnieje handel wewnętrzny i zewnętrzny, w którym biorą udział Polacy podchodzący blisko ogrodzenia getta. Ryzyko tych wypraw jest wielkie, gdyż w razie złapania grozi śmierć, choć nikt o takim fakcie nie wspomina. Osobiście słyszałam relację wieruszowianina, 10-letniego wówczas chłopca, o wymianie litrowej butelki oliwy za złoty zegarek, który wiele lat dobrze służył nowemu właścicielowi. Grupy wyznaczonych do pracy poza gettem muszą przechodzić przed wachtą, gdzie wartownik ich przelicza. Często starych, brodatych Żydów zmusza się do „gimnastykowania się” – jest to ulubiona zabawa wartowników. Widok ulicy przy wachcie jest w takich sytuacjach niesłychanie przykry, ponury i poniżający. Tłum ludzi z odkrytymi głowami, także w słotę, stara się jak najprędzej minąć niebezpieczny odcinek, popychając się i spiesząc, czasami ze współczuciem albo i ze zgrozą patrząc na odbywające się właśnie „popisy gimnastyczne” lub zwykłe, ordynarne znęcanie się przy użyciu pięści, buta czy kolby. Słychać wykonywaną na rozkaz piosenkę z refrenem: „Hitler złoty nauczył nas roboty, A Śmigły-Rydz nie nauczył nic.” Jednak chętnych do pracy poza gettem nie brakuje, zawsze bowiem można coś przydatnego ze sobą przynieść do getta.
Ostateczna zagłada
W pierwszych dniach sierpnia 1942 roku przybywa do Wieruszowa trzema samochodami ok. 20 żandarmów. Sprowadzono ich prawdopodobnie z Wielunia i wzmocniono oddziałami miejscowej policji oraz mieszkającymi w Wieruszowie volksdeutschami. W getcie może znajdować się wtedy około 1300 Żydów. W wyniku pierwszej selekcji około 200 osób, głównie względnie zdrowych mężczyzn, wysłano do obozów pracy przymusowej w rejonie Poznania. Następnego dnia Żydzi są wypędzeni z getta i znów skierowani na teren nieczynnego kościoła i paulińskiego klasztoru. Tym razem nie mają czasu ani możliwości zabrać ze sobą czegokolwiek. Wybrana grupa młodszych ludzi otrzymuje polecenie powrotu do getta, aby przynieść pozostałe tam artykuły spożywcze. Nie ma tego dużo. Tymczasowa kuchnia zostaje zorganizowana na dziedzińcu klasztoru w celu wydawania prowizorycznych posiłków.
Prawdopodobnie w sobotę 15 sierpnia 1942, po 5 dniach pobytu przerażonych Żydów na terenie klasztoru, w spiekocie i brudzie, niemal bez jedzenia i picia, elegancki niemiecki oficer ogłasza, że wszyscy zostaną przetransportowani w nowe miejsce, do pracy. Ostrzega jednak, że droga będzie uciążliwa, dlatego starsi i chorzy, którzy chcieliby jednak zostać na miejscu, mogą to zrobić. Być może zajmie się nimi lekarz. Zgłasza się około 80 osób. Wracają do getta, gromadzą się w pobliżu mykwy – łaźni nad Prosną, czekają aż do godziny policyjnej. Wieczorem Niemcy wskazują 10 młodych Żydów i zabierają ich do mykwy. Tu mają oni za zadanie prowadzić każdego ze starszych do przechodniej, niewielkiej sali. Żydzi wiedzą, gdzie są – tu zawsze rozbierali się przed wejściem do rytualnego basenu. Ale tym razem się nie rozbierają. Każdy z nich, pojedynczo, jest ustawiany tyłem do niemieckiego żołnierza. Ten, bez ostrzeżenia, strzela każdemu w potylicę z pistoletu sprężynowego, takiego do uboju zwierząt. Dlaczego w ten sposób? Bo szkoda nabojów dla Żydów, a poza tym nie ma huku, nie ma paniki, praca idzie sprawnie. Ciała wynoszone są do sąsiedniego pomieszczenia, a stamtąd na drabiniaste wozy. Tak młodzi ludzie towarzyszą w śmierci starszych sąsiadów, krewnych, bliskich. A potem idą za tymi wozami „drogą krwi” – bo kapie z wozów na bruk miasta, aż na cmentarz, gdzie oddają im ostatnią posługę i grzebią we wcześniej przygotowanym, długim dole, choć nie ma to nic wspólnego z rytualnymi obrzędami. Około 100 kolejnych, głównie młodszych rzemieślników, zostaje wysłanych do getta w Łodzi. Po 2 – 3 dniach pod klasztor podjeżdżają samochody ciężarowe z plandekami. Upchnięto na nie wszystkich znajdujących się tu jeszcze Żydów – mężczyzn, kobiety i dzieci. Szczelnie zakryte ciężarówki odjeżdżają w stronę Wielunia. Jeden z takich samochodów zatrzymuje się na ulicy Warszawskiej, bo otwarła się źle zabezpieczona tylna klapa. Kilkanaście kobiet usiłuje wykorzystać sytuację i uciec, ale żandarmi dopadają je i wpędzają na samochód. Jeden stoi na górze z kijem i bije kobiety po głowach, aby przesuwały się na przód samochodu, a z tyłu bito je, aby wchodziły na górę. Po zabezpieczeniu klap spuszczono plandekę, choć upał jest niesamowity. Tym sposobem około 18 – 20 sierpnia 1942 w Wieruszowie nie ma już żywych Żydów. Po ponad dwóch godzinach transport dojeżdża do Kulmhof – Chełmna nad Nerem. Ledwie żywi ludzie jeszcze nie wiedzą, co ich czeka. Po paru godzinach więźniowie z Sonderkommando wyciągają z innych ciężarówek – ruchomych komór gazowych, martwe ciała tych, którzy jeszcze wczoraj widzieli Prosnę, czuli powiew wiatru od wieruszowskiego Rynku, tulili głodne, kochane dzieci.
Ilu? 900, 1000 – nikt tego do końca nie wie.
Dziś nieopodal Chełmna – w Lesie Rzuchowskim, miejscu, gdzie grzebano najpierw ciała, później prochy zagazowanych, stoi monument – pomnik pamięci. Na tzw. Ścianie Pamięci są upamiętnieni także wieruszowscy Żydzi.
Opracowała Urszula Szot
Plan getta– Kościół i Klasztor Ojców Paulinów, zamknięty w czasie wojnyUlica Zamkowa, wzdłuż której przebiegała granica gettaCmentarz żydowski – zbiorowa mogiła zamordowanych w mykwieTransport Żydów do obozu zagłady KulmhofTrasa: Wieruszów – Chełmno nad NeremTablica upamiętniająca wieruszowskich Żydów na Ścianie Pamięci w Lesie Rzuchowskim